Miniona runda, choć zaczął ją dobrze, nie była dla niego zbyt szczęśliwa.
Wojciech Myszor zagrał w zaledwie sześciu meczach (co ciekawe, wszystkie rozpoczynał od pierwszej minuty!), bo później w pierwszym składzie znalazł się nowy nabytek "Niebieskich", Michał Osiński. "Manczi" wielokrotnie zasiadał na ławce rezerwowych, lecz ani razu nie otrzymał szansy gry. Po ostatnim spotkaniu trener uznał, że nie widzi go w zespole na rundę rewanżową. – Nie chcę na ten temat rozmawiać – ucina krótko niespełna 35-letni obrońca.
- Nadal jest Pan związany z Ruchem?
Wojciech Myszor: - Mam podpisany kontrakt do czerwca 2007 roku. Jeżeli się znajdzie dla mnie miejsce w innym klubie, to będę tam występował. Jeśli nie, to zostanę w rodzinnych Bojszowach i będę grał w okręgówce.
- Jak dogadał się Pan z klubem w sprawach finansowych?
- W grudniu dowiedziałem się, że trener Wleciałowski nie widzi mnie w składzie. Wspólnie z zarządem uznaliśmy, że trzeba wypośrodkować wypłaty. Nie chciałem grać do czerwca w A-klasie. Dlatego wynagrodzenie będę otrzymywał do marca, a później mój kontrakt zostanie rozwiązany. Pan Mariusz Klimek jest słowny. Pieniądze wypłaca nam na czas, a równocześnie spłaca długi, które narosły za prezesury Pana Rogali. Nie mam, więc najmniejszych obaw, że coś pójdzie nie tak.
- Otrzymał Pan propozycje z innych klubów?
- Tak, ale były to luźne rozmowy. Mam zapewnienie działaczy Ruchu, że jeżeli jakiś klub się zgłosi po mnie, wówczas poinformują mnie o tym.
- Ile lat zamierza Pan jeszcze grać w piłkę?
- Chcę grać tyle, na ile mi zdrowie pozwoli.
- Ma Pan już jakieś plany na to, co będzie Pan robił po zakończeniu kariery?
- Jeżeli zostanę w Bojszowach, to dostanę od urzędu gminy pracę i oprócz gry w okręgówce będę trenował z młodzieżą.
- Jakie mecze w barwach Ruchu będzie Pan najmilej wspominał?
- W sezonie 2004/2005 strzeliłem zwycięską bramkę w meczu z Jagiellonią Białystok, która była wtedy w ścisłej czołówce. Ten mecz zapamiętam na długo.
- W Chorzowie spędził Pan półtora roku, lecz wcześniej znacznie dłużej występował Pan w Ruchu Radzionków i Odrze Wodzisław. Który klub jest w Pana sercu?
- Trudno mi powiedzieć. Pierwsze kroki stawiałem na szczeblu centralnym w Radzionkowie. Awansowaliśmy do pierwszej ligi i był to mój pierwszy sukces. Okres gry w Odrze Wodzisław również bardzo dobrze wspominam, bo graliśmy w Pucharze Intertoto i zajęliśmy czwarte miejsce w lidze. W Ruchu również bardzo dobrze mi się pracowało.