We wczorajszym spotkaniu rewanżowym z Szachtiorem Karaganda w składzie Ruchu pojawił się Maciej Sadlok. Reprezentacyjny obrońca nie grał w pierwszym meczu, bo tuż przed wylotem opuścił pokład małego Embraera i nie poleciał do Karagandy. Przeszkodą nie do pokonania okazał się strach przed lataniem, a także klaustrofobia. – Obie rzeczy nałożyły się na siebie. Nie byłem w stanie lecieć z drużyną do Azji – mówi z żalem w głosie Sadlok.
Po tym wydarzeniu media spekulowały, że było to celowe "zagranie" młodego piłkarza. Zdaniem prasy Sadlok miał w tym czasie rozmawiać z Wisłą Kraków o swoim przejściu do tego zespołu. - To nieprawda! Tak samo, jak wszystkie inne spekulacje – denerwuje się 21-letni zawodnik Ruchu.
Gdyby tego było mało, jedna z ogólnopolskich gazet napisała, że Sadlok i Sobiech są dogadani z Polonią Warszawa. Takie słowa padły ponoć z ust właściciela tego klubu, Józefa Wojciechowskiego. - Nie wiem skąd się to wszystko bierze, ale mam nadzieję, że szybko to się skończy. Podpisałem kontrakt z Ruchem, a to dalej nie wystarcza? – pyta retorycznie piłkarz. I stawia jasną deklarację: - Chciałbym wszystkich kibiców uspokoić, że z mojego odejścia nic nie będzie!
Sadlok przygotowuje się z drużyną do czwartkowego spotkania z maltańskim Valetta FC. Pierwszy mecz zostanie rozegrany na wyjeździe. Drużyna Ruchu na to spotkanie wybierze się samolotem. Czy Sadlok uda się w podróż wraz z drużyną? - Oczywiście. Muszę lecieć i mam nadzieję, że taka sytuacja, jaka miała miejsce przed wylotem do Kazachstanu, już się nie przydarzy. Staram się z tym walczyć i wierzę w to, że wszystko będzie dobrze – informuje obrońca.
źródło: Niebiescy.pl