Podczas swojego półrocznego pobytu w Chorzowie więcej czasu spędził w gabinecie lekarskim, aniżeli na treningach.
Adrian Sobczyński najpierw nie potrafił wywalczyć miejsca w podstawowej jedenastce, a z ławki rezerwowych wchodził bardzo sporadycznie. Kiedy zaczął dochodzić do coraz wyższej formy przytrafiła mu się kontuzja, która do końca rundy jesiennej nie pozwoliła mu wrócić na boisko. - Po spotkaniach z dr Wielkoszyńskim czułem się coraz lepiej. W pewnym momencie myślałem, że wszystko jest dobrze, ale kontuzja okazała się poważna. Na koniec dowiedziałem się, że mam sobie szukać nowego klubu… - smuci się "Adi".
- W dalszym ciągu jesteś związany z Ruchem?
Adrian Sobczyński: - Mój kontrakt jest ważny jeszcze przez półtora roku, ale w niebieskiej koszulce już raczej nie zagram.
- Dlaczego?
- Moja kontuzja okazała się poważniejsza, niż myślałem. Od blisko trzech tygodni przebywam na rehabilitacjach w Szczecinie. Leczenie może trwać nawet 2-3 miesiące.
- Kiedy zostałeś kontuzjowany?
- Stało się to mniej więcej po dwóch miesiącach pobytu w Chorzowie. Cały czas pracowałem z dr Wielkoszyńskim. Czułem już, że jestem zdrowy i na ostatnim meczu usiadłem na ławce rezerwowych, ale okazało się, że kontuzja jest poważna.
- Jaki to dokładnie uraz?
- Wszystko zaczęło się od mięśni brzucha, a później doszły do tego przywodziciele i pachwiny.
- Sam opłacasz leczenie?
- Finansuję je z własnej kieszeni i pieniędzmi, które mam z kontraktu w Ruchu. Jest to bardzo kosztowne. Cena za jeden dzień to 100 złotych. Do tego dochodzą oczywiście bieżące wydatki oraz opłacenie hotelu.
- Chorzowianie podziękowali Ci za usługi?
- Trener Marek Wleciałowski zadzwonił do mnie i powiedział, że mam małe szanse na grę i lepiej dla mnie będzie, jeśli poszukam sobie innego klubu. Nie chcę być dla nikogo piątym kołem u wozu i chciałbym grać gdzie indziej, ale ta kontuzja...
- Masz propozycję z Radomiaka?
- Zainteresowanie Radomiaka Radom to plotka. Te spekulacje pojawiły się na jednym z ogólnopolskich portali internetowych. Nawet gdyby jednak pojawiłaby się oferta z tego klubu, nie skorzystałbym z niej. Trzecia liga mnie nie interesuje, a w dodatku Radomiak ma ostatnio spore problemy. W miarę dobrze wiem jak ta sytuacja wygląda, bo mieszkam niedaleko Radomia, w Ostrowcu.
- Pojawiły się oferty z innych klubów?
- Myślę, że znalazłbym sobie klub. Miałem kilka telefonów, ale nie chcę zdradzać, od kogo. Na rozmowach się skończyło, dlatego że jestem chory.
- W rundzie wiosennej możesz w ogóle nie pojawić się na boisku. Bierzesz pod uwagę taką sytuację?
- Liczę się z tym. Chcę do końca lutego wyzdrowieć i zdążyć przed zamknięciem okna transferowego. Priorytetem jest jednak powrót do regularnych treningów.