Marcin Malinowski po sześciu latach przerwy po raz drugi został piłkarzem Ruchu Chorzów. 34-letni środkowy pomocnik wystąpił w czwartkowym spotkaniu z Szachtiorem Karaganda w eliminacjach do Ligi Europejskiej i szybko aklimatyzuje się w nowej drużynie. - Wielu chłopaków znałem już wcześniej i wszystko idzie w dobrym kierunku - zapewnia "Malina", z którym mieliśmy okazję porozmawiać w samolocie podczas podróży powrotnej z Kazachstanu.
Jak oceniasz swój występ przeciwko Szachtiorowi?
Marcin Malinowski: - Miałem zabezpieczyć środek pola i starałem się to wykonać jak najlepiej. Powolutku nadrabiam zaległości, które powstały. Trener daje mi szansę gry w różnym wymiarze czasowym, czy to w sparingu czy w Lidze Europejskiej. Z każdym treningiem i meczem powinno być coraz lepiej.
Kazachowie to wymagający przeciwnicy?
- Nawet bardzo, ale jestem dobrej myśli. Uważam, że jesteśmy w stanie spokojnie ich przejść i zakwalifikować się do drugiej rundy. Mamy niezłą zaliczkę, jednak oczywiście nie możemy podejść do rewanżu uspokojeni, bo to przeważnie źle się kończy.
Na boisku momentami było bardzo ostro. Krzysztof Nykiel i Sebastian Olszar przypłacili to kontuzjami.
- Ja tego akurat nie odczułem, ale spodziewałem się, że może nie będą bardzo dobrze grać w piłkę, ale za to zdecydowanie i ostro. Chociaż co do tej pierwszej tezy, to się to nie sprawdziło, bo to jest całkiem niezły zespół i nie możemy być jeszcze pewni awansu.
Jak przebiega aklimatyzacja w drużynie?
- Chyba dobrze. Wielu chłopaków znałem już wcześniej, teraz poznaję resztę i wszystko idzie w dobrym kierunku. Atmosfera w drużynie jest bardzo dobra. Podkreślali to wszyscy, z którymi wcześniej rozmawiałem, a teraz mam okazję, by przekonać się o tym na własnej skórze. Już wcześniej, przy pierwszym pobycie na Cichej, poznałem ten specyficzny klimat.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)