W miejsce Grzegorza Barana ściągnięto do Ruchu Chorzów Marcina Malinowskiego. 34-letni pomocnik wraca na Cichą po sześciu latach przerwy. Solidność i ogromne doświadczenie – tak reklamują w Chorzowie tego zawodnika.
Popularny "Malina" w poprzednim sezonie musiał przełknąć gorycz porażki. Klub, w którym występował – Odra Wodzisław Śląski – spadł do I ligi. Mimo to Malinowski był chwalony za dobrą postawę na boisku. Mówi się, że ubiegła runda była jedną z lepszych w jego wykonaniu. – Zawsze staram się wkładać serce i umiejętności w to, aby moja gra jakoś wyglądała na boisku. Ale czy to była najlepsza runda? Nie wiem. Na pewno będę pamiętać ten czas ze względu na spadek Odry – mówi zawodnik.
"Malina" rozegrał w Ekstraklasie aż 328 spotkań. Większość dla wodzisławskiego klubu, którego barwy reprezentował w sumie 11,5 roku! W trakcie swojej kariery rozegrał również dwa sezony w zespole "Niebieskich". Z Cichej odszedł sześć lat temu po barażach o II ligę ze Stalą Rzeszów. Wtedy Ruch od strony organizacyjnej i sportowej prezentował się fatalnie. – Teraz jest to zupełnie inny klub. Bardziej poukładany, bo w tym były największe rezerwy. W zasadzie poznaję go na nowo. Trudno mi coś więcej powiedzieć, bo jestem tutaj dopiero pół dnia – mówił Malinowski, który z poprzednich występów w Ruchu pamięta trenera Tomasza Fornalika oraz trenera bramkarzy Ryszarda Kołodziejczyka.
Po odejściu z Chorzowa, Malinowski był tym zawodnikiem, wobec których klub miał spore zaległości finansowe. Powstały one za czasów sterowania klubem przez stowarzyszenie. Spłatę zobowiązań wzięła na swoje barki spółka. - Już jakiś czas temu miałem przyjemność rozmawiać z panem Klimkiem na ten temat. Wówczas doszliśmy do porozumienia i wszystkie sprawy zostały pozytywnie rozstrzygnięte – tłumaczy Malinowski, który już 1 lipca w spotkaniu przeciwko Szachtiorowi Karaganda będzie mógł ponownie ubrać koszulkę z niebieską "eRką".
źródło: Niebiescy.pl