Bez wątpienia można powiedzieć, że przeżył on najczarniejsze lata w historii Ruchu. Nie odszedł jednak do innego zespołu, bo wierzył, że uda się uratować piłkę w Chorzowie. Było ciężko, ale powiodło się. Ruch, po czterech latach przerwy, znów ma szansę, by zaistnieć w ekstraklasie. – Awans z "Niebieskimi" byłby czymś wspaniałym. A już marzeniem byłoby zagrać inaugurujący mecz w ekstraklasie z Górnikiem Zabrze albo Legią Warszawa – rozmyśla bramkarz Ruchu, Sebastian Nowak, który obchodzi dziś swoje 25. urodziny.
"Seba" albo "Kiler", jak nazywają go znajomi, przyszedł do Ruchu w przerwie letniej sezonu 2002/2003. Był szczęśliwy, że to właśnie tak utytułowany klub chciał korzystać jego usług. Piłkarz nie zdawał jednak sobie wtedy sprawy, że Ruch wisiał na skraju bankructwa. – Byłem młodym chłopakiem i finanse nie odgrywały dla mnie szczególnej roli. Tym bardziej, że na początku otrzymałem jakąś zaliczkę, a potem premię. Dziwiłem się, że koledzy z drużyny narzekają na brak pieniędzy – opowiada bramkarz. Nowak szybko jednak przekonał się, że obietnice ówczesnych działaczy nie miały żadnego pokrycia. – Nie chce nawet do tego wracać. Pamiętam sytuację, gdy jeden z kolegów przyszedł do szatni i chciał pożyczyć 20 złotych, bo nie miał co włożyć do garnka...
O tym, co przeżył w Ruchu mógłby napisać książkę. – Od zimnej wody w prysznicach, ciemnych pomieszczeniach, nie wypłacanych pensjach, aż do przejęcia klubu przez spółkę, wyjazdy na prawdziwe obozy, regularnie wypłacane pensje, stworzenie normalnych warunków do trenowania... W zasadzie gdyby to porównać, to jak dzień z nocą – mówi rosły bramkarz.
Golkiper chorzowian w listopadzie 2004 roku miał wielkie szanse, by opuścić Cichą. Wówczas pozyskaniem młodego bramkarza zainteresowane było norweskie Tromsoe IL. –Działacze Ruchu chcieli za mnie zbyt wygórowaną cenę i Norwegowie zerwali negocjacje – informuje Nowak. Ale dzięki temu, że został w drużynie z Chorzowa mógł on bez przeszkód kontynuować naukę na katowickiej AWF. Tym sposobem w ubiegłym roku golkiper "Niebieskich" został magistrem wychowania fizycznego.
Co ciekawe, popularny "Seba" nigdy nie myślał o tym, by zostać bramkarzem. W podstawówce przez kilka lat trenował bowiem... judo. Dopiero później zapisał się do trampkarzy MOSiRu Jastrzębie, lecz jego wymarzoną pozycją na boisku był atak! – Zawsze chciałem zdobywać bramki, jednak mój trener Jerzy Kulik przekonał mnie do tego, że ze względu na warunki fizyczne powinienem grać na bramce – wspomina Nowak, który nie ukrywa, że chętnie zapisałby na swoje konto jakąś bramkę w lidze. – Może przy wysokim wyniku trener pozwoli mi strzelać karnego? - śmieje się "Seba".
W dniu urodzin piłkarz życzył sobie dużo zdrowia. – Jeżeli będzie ono dopisywać, to wszystko powinno się układać – podkreślał Sebastian Nowak. My, dodatkowo życzymy Tobie zapewnionego miejsca w podstawowej jedenastce oraz jak największej ilości udanych interwencji.