Nadal nie wiadomo w jakim klubie będzie grał na wiosnę Piotr Ćwielong. Młodym zawodnikiem "Niebieskich" jest zainteresowana Wisła Kraków, ale trwające od dłuższego czasu rozmowy pomiędzy działaczami Ruchu i Wisły nie przynoszą na razie efektów. Wszystko rozchodzi się o pieniądze. Włodarze "Białej Gwiazdy" - w zamian za piłkarza – są w stanie umorzyć dług (wynoszący 811 tys. zł – przyp. red.), jaki mają wobec nich chorzowianie. Działacze Ruchu wyceniają jednak perspektywicznego zawodnika na ok. milion złotych. – To całe zamieszanie wokół mojej osoby strasznie mnie już męczy, bo chciałbym wiedzieć, co ze mną będzie. A jak na razie o wszystkim w zasadzie dowiaduję się z gazet – mówi sam zainteresowany.
-
Czujesz, że jesteś bliżej przejścia do Wisły Kraków, niż pozostania w Ruchu?
Piotr Ćwielong: - Staram się o tym nie myśleć, czy przejdę do Wisły, czy nie. Szczerze powiedziawszy to też nie ode mnie zależy, bo dopiero gdzieś ma finiszu rozmów będę miał coś do powiedzenia. Sprawa wygląda tak, że jeżeli działacze Ruchu będą chcieli uregulować dług wobec Wisły, to przejdę do drużyny z Krakowa.
-
Jeżeli tak się stanie, to konkurencja o miejsce w składzie będzie dla Ciebie jeszcze większa. Nie obawiasz się po prostu tego, że nie załapiesz się do podstawowej jedenastki?
- Jeżeli się wykorzysta swoją szansę, to można dużo zdziałać. Przed przyjściem do Ruchu też mi każdy mówił, że będę "grzał ławę", albo grał w rezerwach. Ale udało się. Przebiłem się do pierwszego składu i grałem w meczach ligowych.
Zjawisz się 8. stycznia na pierwszym treningu Ruchu?
- Oczywiście. Na razie nikt mi nie dzwonił, że mam nie przychodzić. Nadal jestem piłkarzem "Niebieskich" i w poniedziałek melduję się na Cichej.