Co rok, o tej samej porze w kawiarence klubowej przy ul. Cichej rozbrzmiewają kolędy, ludzie składają sobie życzenia i dzielą się opłatkiem. To znak, że "Niebieska" rodzina jednoczy się we wspólnym gronie, by świętować wigilię Bożego Narodzenia.
Nie inaczej było podczas dzisiejszej uroczystości. Nietypowa była jedynie godzina rozpoczęcia wigilii (15:15 – przyp. red.), ale to tylko ze względu na to, iż piłkarze wyjeżdżali chwilę potem na obóz do Wisły. – Dziękuję wszystkim za przybycie. Jestem szczęśliwa, że możemy wspólnie uczestniczyć w tym spotkaniu – przywitała przybyłych gości pani prezes, Katarzyna Sobstyl.
- Gromadzimy się tutaj jako rodzina Ruchu, by podziękować Bogu za udany rok naszego klubu. Chcemy nadal patrzeć z ufnością i nadzieją na jego poczynania. Troszczmy się o Ruch, tak jak Matka Boska o swe dziecię w kołysce – mówił biskup, Gerard Bernacki.
Zebrani goście odśpiewali "Wśród nocnej ciszy", a następnie przystąpili do dzielenia się opłatkiem. Był czas na życzenia (najczęściej dotyczących, rzecz jasna, awansu do ekstraklasy), jak również i na powrót myślami do dawnych lat. – Wojtek, ja wiedziałem, że kiedyś z ciebie będzie dobry piłkarz – mówił do "Grzybka" trener i jednocześnie prezes UKS Ruch Chorzów, Jan Karcz. – Tak, akurat. A kto mnie przeniósł do rocznika młodszego? – śmiał się Wojtek Grzyb. – No, ale co? Pomogło, prawda! – nie ustępował trener Karcz.
Okazji do wspomnień było tego dnia o wiele więcej, bo swoją obecnością uraczyli także m.in. Jerzy Wyrobek, Mariusz Śrutwa, Gerard Cieślik, Grzegorz Kapica, Dariusz Gęsior, Albin Wira czy Dariusz Fornalak. I prawdopodobnie wszyscy spotkają się tutaj znowu za rok, bo zgodnie z hasłem na koszulkach piłkarzy, w Ruchu Chorzów najważniejsza jest tradycja.