Mamy Puchary, w Chorzowie mamy Puchary!!! Głośno było przy Cichej w sobotni wieczór... Nim do tego doszło przeżyliśmy chwile zwątpienia po czerwonej kartce dla Ariela Jakubowskiego, a zwłaszcza po utracie kolejnych goli w meczu z Koroną. W tym momencie siedziałem na trybunach coraz piękniejszego stadionu Legii i chyba denerwowałem się nie mniej niż ci, którzy byli w tym czasie w Kielcach. Kiedy jednak "Torfiorze" najpierw wyrównali, a potem wyszli na prowadzenie, byłem prawie pewien awansu "Niebieskich" do Ligi Europejskiej. Nawiasem mówiąc, sędzia tego spotkania zaczął robić dziwne rzeczy pod koniec meczu, ale sprawiedliwości stało się zadość i mogłem się cieszyć oraz odbierać wyrazy sympatii od tych, którzy wiedzą komu kibicuję!
Nim jednak doszło do ostatnich kolejek byłem strasznie zniesmaczony wywiadem z Panem Gerardem Cieślikiem, który ukazał się na łamach Przeglądu Sportowego. Jak można mówić, że Ruch nie powinien grać w Lidze Europejskiej? Przecież na ten wynik piłkarze pracowali w pocie czoła przez cały sezon. Druga sprawa, że nie ma lepszej karty przetargowej dla sponsorów niż pokazanie się w Europie. Chyba, że chcemy zostać klubem zaściankowym i prowincjonalnym, a na to zgody ze strony wszystkich kibiców, którym leży na sercu dobro Ruchu NIE MA!
Szanujmy wspomnienia, ale nie żyjmy nimi, bo to już inne czasy, kiedy było można wierzyć w to, że najlepsi w Chorzowie zostaną i będą grać za tzw."uścisk dłoni prezesa". Teraz dla tych, którzy wywalczyli ten historyczny wręcz, pierwszy od 10 lat, sukces w postaci medalu Mistrzostw Polski oraz przepustki do rozgrywek europejskich to również nobilitacja oraz być może jedyna, a dla niektórych ostatnia szansa, żeby zaistnieć na rynku międzynarodowym. Pytanie tylko czy odejdzie jeden, dwóch czy też więcej zawodników oraz czy będą środki na pozyskanie nowych twarzy, które wzmocnią zespół, a nie tylko uzupełnią ławkę.
W niedzielne popołudnie mogłem osobiście pogratulować wszystkim "Niebieskim", którzy pojawili się na Gali Ekstraklasy, bo również byłem tam zaproszony. Szczerze mówiąc bardzo nie podobało mi się to, że z wszystkich medalistów sezonu 2009/2010 nasi ulubieńcy prezentowali się, delikatnie mówiąc, mało efektownie. Piłkarze Lecha i Wisły przyjechali w jednolitych garniturach i wyglądali naprawdę jak klasowe drużyny, a nie jak grupa przypadkowo przybyłych na tę uroczystość ludzi. Nie mam oczywiście pretensji do piłkarzy, ale żeby klubu nie było stać na zakup dwudziestu paru garniturów? Wstyd!!! Na szczęście nasi zawodnicy zachowali klasę, bo kiedy wywołano na scenę Mistrzów Polski, wszyscy jak jeden mąż wstali z miejsc, oddając tym samym szacunek dla zespołu "Kolejorza". Humory wszystkim dopisywały, no może nieco mniej tym spod znaku "Białej Gwiazdy". Najbardziej rozbawiali wszystkich Seweryn Gancarczyk i Sławomir Peszko z Lecha, a z naszej strony wtórował im Krzysiek Nykiel. I w taki to sposób zakończył się ten jakże udany dla Niebieskich sezon.
Teraz wiele pracy czeka działaczy, którzy mam nadzieję, staną na wysokości zadania i nie dojdzie do rozbioru tego zespołu i 1 lipca spotkamy się z większością brązowych medalistów podczas meczu 1 rundy eliminacji do Ligi Europejskiej!
Z Niebieskim pozdrowieniem,
Bogdan Kalus