Po nieudanej „wycieczce” po północy kraju chorzowian czeka jakże istotny mecz z Lechem Poznań. - Moi zawodnicy to grupa świadomych ludzi i widziałem, jak po tej wyprawie byli niepocieszeni. Nasza pozycja wciąż jest bardzo dobra i musimy zrobić wszystko, by się utrzymać - zapowiada opiekun chorzowskiego zespołu.
Działacze chorzowskiego klubu rozważali, aby wojaże ich zespołu odbyły się za pośrednictwem linii lotniczych. - Ale w Polsce ta sieć nie jest na tyle rozwinięta, byśmy sobie na to mogli pozwolić. Nie było odpowiednich połączeń, by ta eskapada mogła być przeprowadzona w ten sposób. A loty czarterowe są bardzo drogie - tłumaczy trener Waldemar Fornalik.
Szkoleniowiec Ruchu nie ukrywa, że długie podróże do Szczecina i Białegostoku były dla jego zawodników bardzo meczące. Na dodatek ostatnie spotkania rozgrywane były w trzydniowych odstępach. - Ten jeden dzień więcej często bywa zbawienny - zaznaczył Grzegorz Baran, a opinię kapitana drużyny poparł jej szkoleniowiec: - Gdyby było więcej przerwy, chociażby jeden dzień… Nie ma kiedy normalnie trenować - kiwał głową Fornalik.
Starcie z Lechem z wysokości trybun oglądać będzie Andrzej Niedzielan. „Wtorek”
po faulu Thiago Cionka ponownie doznał urazu kości jarzmowej. Dopiero rezonans magnetyczny wykaże, czy jest to kolejne jej złamanie, czy jedynie pęknięcie. - Sprawdzałem w meczu z Jagiellonią Niedzielana i widząc, że jego dyspozycja rośnie, myślałem o wystawieniu go w ataku na Lech, w dwójce z Arturem Sobiechem. No ale niestety stało się, jak się stało - westchnął starszy z braci Fornalików. Odniósł się też do częstego w ostatnim czasie oszczędzania sił „Abdula”. - Nie można tak młodego organizmu „zarzynać” i wystawiać w pierwszym składzie tylko dlatego, że nazywa się Sobiech. Myślę, że wyszło mu to na dobre, bo jego dyspozycja w meczach z Legią i Jagiellonią była lepsza - zakończył trener.
źródło: Niebiescy.pl