Antoni Piechniczek (trener Reprezentacji Śląska):
- Nikt by nie wpadł na taki pomysł, żeby Reprezentacja Polski zagrała z Reprezentacją Śląska w innej sytuacji. Stało się tak, że ten solidarnościowy mecz przekształcił się w czystą sportową rywalizację. Jedna i druga drużyna za wszelką cenę chciała to spotkanie wygrać. Reprezentacja Polski przystąpiła do tego meczu rozpromieniona zwycięstwem z Emiratami, gdzie zaimponowała łatwością zdobywania bramek. Strzelili pięć goli, z czego dwa po stałym fragmencie gry. Zobligowało to nas do objęcia specjalnej strategii. Musieliśmy uważać na stałe fragmenty i przystąpić do meczu bez jakichkolwiek kompleksów. Wręcz przeciwnie, należało szukać w początkowej fazie pojedynku szansy do zdobycia bramki. Udało się to, ale liczyłem, że będzie to jeszcze wcześniej. Akcja była naprawdę najwyższego sortu, a strzał Adama Kompały świetny. Daj Boże zdrowie, żeby takie gole częściej padały. Zgodnie z ustaleniami z moimi zawodnikami, każdy otrzymał szansę gry. Nikt nie może powiedzieć, że spędził z trenerem Piechniczkiem dwa treningi, a on mu nie dał szansy. Im więcej zmian, tym więcej perturbacji. Z minuty na minutę procentowało to większym rozumieniem wśród piłkarzy. Szkoda, że ten mecz się już zakończył, bo w końcowych minutach moja drużyna była bliższa zdobycia bramki niż Reprezentacja Polski. Wynik nikomu nie dodaje ujmy, bo Benhaker osiągnął swoje i my też. Startowaliśmy jednak z niższego pułapu i dlatego większa satysfakcja jest po naszej stronie.
Nie znam trenera, który obserwując swój zespół i przeciwnika wyłowi jakiś talent. Taka osoba musiałaby błyszczeć na boisku, że wyróżniałby się dla człowieka, na co dzień nieinteresującego się piłką nożną. Z satysfakcją patrzyłem na grę bramkarza Sebastiana Nowaka. Z satysfakcją patrzyłem na dwójkę moich stoperów - Grzegorza Barana i Jacka Broniewicza - którzy grali jak profesorowie, mimo iż spotkali się pierwszy raz! Z satysfakcją patrzyłem na Malinowskiego, który rzucał te piłki jak trzeba. Adam Kompała zdobył bramkę. Krzysiu Warzycha i Piotrek Ćwielong mieli kilka takich akcji, że gdyby "Gucio" był szybszy to strzeliłby dwie bramki. Jakby młody chorzowianin zrozumiał intencje Krzyśka to też dwa razy wpakowałby piłkę do siatki.
Leo Beenhakker (trener Reprezentacji Polski):
- Piłkarze obu zespołów zrobili to, co do nich należy. Widać było, że każdy chce wygrać, mimo że był to mecz charytatywny. Celem było dostarczenie trochę radości ludziom i myślę, że to się udało. Gospodarze byli mocno zmotywowani i momentami grali, jakby to był mecz eliminacyjny. Jeżeli któryś z piłkarzy Śląska mnie zainteresował, to dowie się o tym, kiedy zaproszę go na zgrupowanie, a nie z mediów. Pierwszy gol był fantastyczny, z kolei nasza bramka była trochę szczęśliwa.