Wojciech Grzyb (pomocnik Ruchu Chorzów, Reprezentacja Śląska):
- Trener Piechniczek podszedł do tego bardzo ambicjonalnie i myślę, że to dobrze. Remis go pewnie satysfakcjonuje, ale chyba wolał wygrać, bo były ku temu okazje. Treningi przed meczem było na poziomie Górnego Śląska, czyli bardzo intensywne. Ja niestety nie byłem na jednym z nich, bo zatrzymała mnie sprawa prywatna. Byłem dopiero na wczorajszym rozruchu i można było się zmęczyć! Ja miałem troszeczkę większy problem od tych piłkarzy, którzy grali jeszcze niedawno w Pucharze Ekstraklasy. Od trzech tygodni jestem na urlopie i przyznam, że trochę "zatykało". Nie to było najważniejsze, a cel. Dla mnie to było ciekawe doświadczenie. W kadrze Górnego Śląska jeszcze nie grałem, a nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze zagram. Na pamiątkę z tego wydarzenia zostawię sobie tę koszulkę.
Grzegorz Baran (obrońca Ruchu Chorzów, Reprezentacja Śląska):
- Spodziewałem się, że będziemy ciężko pracować, aby nie stracić gola. Jakby nie patrzeć, jest to jednak Reprezentacja Polski. Spokojniej grało mi się z Sebą Nowakiem za plecami. On zna mój styl grania, a ja znam jego. Wiadomo w jakim celu dzisiaj zagraliśmy. Najważniejsze, że w jakimś stopniu udało się nam pomóc rodzinom zmarłych górników. Z przebiegu samego meczu możemy być zadowoleni, poziom nie był najgorszy. Najbliższe dni spędzę na odrabianiu zaległości na uczelni. Od 18 do 22 jedziemy na obóz, później święta, a po świętach zaczynamy nowy sezon.
Piotr Ćwielong (napastnik Ruchu Chorzów, Reprezentacja Śląska):
- Szkoda, że nie wygraliśmy, bo mogliśmy się jeszcze lepiej zaprezentować jako drużyna Górnego Śląska. Swój występ oceniam średnio. Nie chodziło jednak o to, żeby się pokazać, ale o szczytny cel. Chcieliśmy stworzyć dobre widowisko dla publiczności. Miło było zagrać u boku Krzysia. Mam nadzieję, że jeszcze będzie kiedyś okazja wystąpienia z nim w jednej drużynie.
Adam Kompała (pomocnik Piasta Gliwice, Reprezentacja Śląska):
- Grzesiu Fonfara i Maciek Iwański to chłopaki ze Śląska, którzy będą grać w Reprezentacji, ale muszą zmienić kluby. Doskonały przykład to Marcin Chmiest, który prowadzi w klasyfikacji najlepszych strzelców. Gdyby nie grał w Odrze Wodzisław to według mnie ma pewną kadrę. Nie boję się tego powiedzieć, bo za moich czasów było tak samo. Zawsze Śląsk był omijany. Moim zdaniem zasługiwałem żeby, chociaż jechać zagrać z Szanghajem mecz towarzyski (śmiech). Moja bramka mi się podobała, ale ładniejsze strzelałem. Piłka fajnie leciała i miałem jedną myśl – strzelać i albo wpadnie w trybuny albo bramka stadiony świata. Na szczęście udało się to drugie. Pierwszy raz w życiu zagrałem na takiej pozycji. Pracuję trochę z młodzieżą i wiedziałem, co nieco o różnych ustawieniach. Nogi bolą, bo chyba już nikt z drugiej ligi teraz nie trenuje. Mieliśmy mało treningów, ale na Śląsku wszyscy są jakby jedną rodziną i się doskonale rozumieją.
Dariusz Dudek (obrońca Odry Wodzisław, Reprezentacja Śląska):
- Możemy być zadowoleni z gry i z wyniku. Chociaż tak naprawdę musimy pamiętać o tym, że wynik nie był tak ważny jak okoliczności, które sprawiły, że mogliśmy się tutaj spotkać i zagrać w tak licznym gronie. Rywal był wymagający, ale myślę, że zagraliśmy lepiej niż Zjednoczone Emiraty Arabskie i dlatego jesteśmy bardzo zadowoleni. Wiemy, dlaczego dzisiaj graliśmy i jakie towarzyszyły temu okoliczności. Z drugiej strony należy powiedzieć, że my jako kadra Śląska, identyfikujemy się z tym, co miało miejsce na kopalni. Na przykład mój ojciec spędził 25 lat na kopalni, więc coś o tym wiem. Mieszkamy tu na Śląsku, jesteśmy związani z górnictwem. Nawet jak ktoś nie ma rodziny na kopalni to wiadomo, że to jest chleb powszedni. Chcemy się zjednoczyć z tymi wszystkimi rodzinami. Takie spotkanie po prostu było dla nas sentymentalne. Na boisku można było zauważyć, że nie graliśmy brutalnie, ale wkładaliśmy maksimum sił, bo nie tylko ja, ale wszyscy koledzy w szatni nie chcieliśmy tego meczu przegrać.
Bartłomiej Grzelak (napastnik Widzewa Łódź, Reprezentacja Polski):
- Drużyna Górnego Śląska, pomimo, iż miała za sobą bodaj dwa treningi, prezentowała się świetnie. Adam Kompała strzelił nam fantastyczną bramkę. Kibice też nie zawiedli, mimo że spodziewałem się większej frekwencji. Szkoda mi tylko gwizdów pod adresem Łukasza Fabiańskiego, ale co na to poradzić. Bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w meczu o tak szczytnym celu. Mam nadzieję, że publiczność była zadowolona widowiskiem. Szkoda, że spotkaliśmy się i zagraliśmy z powodu tak smutnej sprawy, jaką był wypadek na kopalni w Rudzie Śląskiej.
Jakub Wawrzyniak (obrońca Widzewa Łódź, Reprezentacja Polski):
- Nikt z mojej rodziny nie jest związany z górnictwem, ale mogę sobie wyobrazić, jak wielką tragedią był wybuch w kopalni Halemba. Bardzo mnie to zmotywowało do ambitnej walki. Ślązacy nie odpuszczali i zagrali jak drużyna znająca się od lat. Widać było hart ducha w poczynaniach podopiecznych Antoniego Piechniczka. Wielkie wyrazy uznania dla Krzysztofa Warzychy. Mając ponad 40 lat biegał po boisku jak nastolatek. To świadczy o jego klasie! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wezmę udział w tego typu meczu, bo to świetna sprawa. Oby tylko następnym razem nie organizowano go z tak smutnego powodu.