O tym, co znaczy powiedzenie szczęście w nieszczęściu przekonał się 20 kwietnia Artur Sobiech. W dzień przed meczem skradziono mu Audi, a rano na Cichą dotarł opis rezonansu magnetycznego kolana, który mówił, że łąkotka młodego napastnika nie jest uszkodzona. Był tylko krwiak, który sprawia ból, ale można z tym grać. W związku z tym trener Waldemar Fornalik wykreślił z protokołu wcześniej ulokowanego tam Marcina Zająca i wpisał w jego miejsce właśnie Sobiecha.
- Artur trenował indywidualnie, odpoczywał cały tydzień, więc nie wpuszczałem go na boisko nieprzygotowanego - Fornalik zdradza przedmeczowe kulisy. - Liczyłem, że po wejściu na boisko w drugiej połowie zwiąże on nasze akcje z przodu, sam zresztą zgłaszał wielką chęć do gry. A wcześniej swoją robotę miał do wykonania w pierwszej połowie Arkadiusz Piech, który miał dużo biegać, grać bez piłki, szukać indywidualnych rozwiązań, by zmęczyć obrońców z Wodzisławia.
źródło: Sport