Dopiero przed samym spotkaniem z Odrą Wodzisław Śląski dowiemy się czy na prawej stronie boiska wystąpi jeden z motorów napędowych drużyny Ruchu,
Wojciech Grzyb. Popularny "Grzybek" z powodu choroby nie trenował z drużyną przez kilka dni. Do zajęć przystąpił dopiero wczoraj. Jakie są szanse na to, że jutro zobaczymy od pierwszych minut na boisku zawodnika z numerem 6 w niebieskiej koszulce? – Trudno mi się w tej kwestii wypowiadać, bo jeszcze tego nie wiem. Jeżeli spojrzeć na te ostatnie kilka dni, to w stosunku do najgorszych momentów czuję się nieporównywalnie lepiej. Ale nie jest na tyle dobrze, abym mógł powiedzieć, że jestem zdrowy. Jest jeszcze prawie doba do meczu, tak więc z każdą godziną będzie lepiej i na to liczę.
Jak wyglądał twój powrót do zajęć?
Wojciech Grzyb: - Wczoraj pierwszy raz trenowałem. Czułem się nie najgorzej, chociaż ćwiczenia na treningu były z serii statycznych. Zdecydowanie gorzej mi się oddychało, a to z tego względu, że miałem infekcję gardła.
Mimo dolegliwości zdrowotnych zapewne będziesz chciał wystąpić w meczu z Odrą. Gra przeciwko tej drużynie ma dla ciebie szczególne znaczenie?
- Mecze z Odrą nie są dla mnie szczególne. A jeżeli już, to tylko z tego powodu, że jest to drużyna, w której kiedyś grałem. Ale od tego momentu minęło już 4,5 roku! Nie traktuję więc tego meczu jakoś specjalnie. Jest to kolejne spotkanie o punkty. W zasadzie są to derby śląska. Pod nieobecność Górnika i GieKSy musimy się cieszyć każdymi derbami. Nie tylko tymi najstarszymi z Polonią Bytom, ale też tymi z Odrą czy Piastem, które są mniej prestiżowe. Ale to jednak są derby i na to się trzeba cieszyć.
Wygrana w derbach, a w dodatku w okrągłą rocznicę klubu będzie cieszyć podwójnie?
- 90 lat. To piękna data. Super byłoby wygrać, ale o tym jubileuszu na boisku nie będzie się myśleć. Jeżeli wygramy, to zapewne po meczu będzie radość podwójna, natomiast przed spotkaniem o takich rzeczach się nie myśli.
Przeciwnik, mimo tego iż zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, zdołał w tej rundzie pozbawić punktów Legii oraz Lecha. Jest to dla was jakaś przestroga?
- No, właśnie. Trzeba się mieć na baczności! Mamy dla nich respekt za to, co udało im się wiosną osiągnąć. Ostatnia porażka z GKS-em Bełchatów trochę zaciemnia ten obraz, ale z drugiej strony byli tam pozbawieni swojego kręgosłupa, czyli Cantoro, Malinowskiego i Kowalczyka. Jutrzejszy mecz może pokazać, jak ta drużyna faktycznie może być postrzegana. Bo na razie jest to dla nas taki znak zapytania. Nie wiemy jak oni będą się prezentować, jak wyjdą nastawieni? Czy będą od razu atakować? A może jednak poczekają na nas? Powiem szczerze, że nie jestem w stanie tego odgadnąć. W każdym bądź razie ich sytuacja nie jest komfortowa. Muszą szukać punktów w każdym meczu. Przekonały się o tym wspomniane drużyny Lecha czy Legii.
W związku z tragedią narodową zmieniał się co chwilę terminarz rozgrywek. Szkoleniowcy musieli z tego powodu ustalać nowe plany treningów. Jak wy się w tym odnaleźliście i jakie to miało przełożenie na przygotowania waszej drużyny do jutrzejszego meczu?
- Mnie to inaczej dotknęło, niż pozostałych kolegów z drużyny. Z powodu choroby miałem kilka dni wolnego. Nie trenowałem od wtorku. Ale nie było z tymi zmianami wielkiej filozofii. Musieliśmy się do tego dostosować. Nie mieliśmy innego wyjścia. Było jednak trochę nerwowo, bo zmian terminów rozgrywania spotkań było bardzo dużo. Chyba teraz to się już nie zmieni. I cóż, trzeba to zaakceptować i grać tak, jak terminarz wskazuje, czyli... często i gęsto. W naszym wypadku dochodzi jeden mecz Pucharu Polski i ewentualnie finał. W tej chwili nikt z nas nie ma nic przeciwko, żeby rozgrywki wydłużyły się dla nas o tydzień, ze względu na wspomniany mecz finałowy.
Doktor Wielkoszyński powiedział, że przerwa w rozgrywkach powinna wam pomóc.
- Czytałem tą wypowiedź. Nie wiem czemu pan doktor nazwał nasz zespół drużyną, która ma niskie umiejętności techniczne i musi to nadrabiać bieganiem i zaangażowaniem. W tym się akurat nie zgodzę. Jednak pod koniec swojej wypowiedzi dodał asekuracyjnie, że ta przerwa może nam pomóc, ale o wszystkim zdecyduje boisko. I z tym się zgadzam w pełnej rozciągłości. To na boisku okaże się, komu ta przerwa pomogła, a komu zaszkodziła. Plus na pewno jest taki, że niektórzy piłkarze mogli w tym czasie wyleczyć urazy.
Powiem szczerze, że wolę gdy rytm meczowy jest zachowany, bo ja do formy dochodzę poprzez mecze, a nie treningi w okresie przygotowawczym. Mam nadzieję, że te dwa tygodnie mi nie zaszkodzą, bo byliśmy w trakcie tego rytmu. Gorzej by było, gdyby ta przerwa nastąpiła po pierwszych kolejkach. Teraz nie powinno to mieć dużego znaczenia.
Rozmawiał: Robson (Niebiescy.pl)