Mecz trzeciego Ruchu z ostatnią w tabeli Odrą miał się odbyć już w poprzednią niedzielę, jednak z powodu katastrofy samolotu prezydenckiego został przełożony. Wodzisławianie znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Bronią się przed spadkiem z Ekstraklasy, a swoje nadzieje pokładają zwłaszcza w bramkarzu
Arkadiuszu Onyszce, który wiosną w sześciu meczach puścił zaledwie cztery bramki. - Swoją osobą, charyzmą, podejściem do zawodu i grą mogę mojemu zespołowi dawać więcej pewności siebie. Jeżeli we wtorek damy radę zatrzymać chorzowską nawałnicę, to może ukąsimy - zapowiada w rozmowie z nami były piłkarz m.in. Widzewa Łódź, w którym grał razem z osobami związanymi obecnie z Ruchem Chorzów.
Jak pan przeżył ostatni tydzień?
Arkadiusz Onyszko: - Wydarzyła się wielka tragedia. Zginęły najważniejsze osoby w państwie, łącznie z Prezydentem i jego żoną. Dla Polaka to ogromny cios, ale mogę się cieszyć, że jesteśmy narodem, który w takich chwilach potrafi się skonsolidować i być razem. Aż miło było popatrzeć, jak ci ludzie oddają honor Prezydentowi. Jestem dumny, że jestem Polakiem.
Trenowaliście w atmosferze smutku?
- Nie było miejsca na jakieś żarty. W trakcie wewnętrznego sparingu uczciliśmy tę tragedię dwiema minutami ciszy. W taki sposób oddaliśmy honor i szacunek ludziom, którzy zginęli.
W ostatnich dniach kilkakrotnie zmieniano terminarz rozgrywek. Momentami nie wiedzieliście nawet, z kim zagracie najbliższy mecz. Takie zamieszanie mocno komplikowało wasze plany?
- Wszystko zmieniało się z dnia na dzień. Bardziej to denerwowało chyba trenerów, którzy muszą przygotować właściwy plan przygotowań. My piłkarze robimy to, co do nas należy. Powiedziano nam, że gramy mecz w poniedziałek lub wtorek i wiemy, że musimy być wtedy gotowi.
W ekstraklasie dwukrotnie grał pan przeciwko Ruchowi, najpierw w Lechu, a później w Widzewie. Dwa razy schodził pan z boiska jako zwycięzca i w żadnym ze spotkań nie puścił bramki. Jak będzie teraz?
- Daj Boże, żebym podtrzymał tą passę. Będzie ciężko, bo jestem teraz w innym klubie i są trochę inne realia. Ruch Chorzów to klasowa drużyna, plasuje się w górze tabeli i walczy o medal. Ten mecz będzie dla nas na pewno trudny. Oglądałem urywki spotkania "Niebieskich" ze Śląskiem Wrocław. Bramkarz gości bronił niesamowicie. Gdyby nie on, skończyłoby się "czwórką" czy "piątką". Ruch też miał szczęście, bo po stałych fragmentach piłka odbiła się kilka razy od słupka. Jeśli popełnimy takie byki, jak w meczu z GKS-em Bełchatów, to może się skończyć katastrofą.
Wiosenne rozgrywki rozpoczął pan fantastycznie. W pierwszych pięciu meczach piłka tylko raz wpadła do pana bramki. Później było jednak wspomniane spotkanie z GKS-em, które przegraliście 0:3. Co się stało, skąd taki pogrom?
- Po rzucie rożnym wybijamy piłkę, wszyscy wybiegają do przodu i ona znowu wraca w nasze pole karne, wprost pod nogi przeciwnika. Przy pierwszej bramce Nowak był w ogóle zaskoczony, że piłkę dostał. Mówi: o kurczę piłka mi spadła pod nogi. Stał na siedmiu metrach przede mną, to mówi: strzelę, bo przecież nie uderzę obok. Jak się robi takie byki, to w bramce musiałby chyba stać jakiś Batman, żeby z jednego słupka na drugi fruwać. Takich goli nie możemy tracić, bo takie coś zdarza się na poziomie juniorów. Dostaliśmy po głowie i może teraz będziemy lepiej skoncentrowani. Brakowało nam też wtedy kilku zawodników, m.in. Jacka Kowalczyka na środku obrony. Inaczej jest, jak się gra cały czas z tymi samymi obrońcami. Człowiek się zgrywa i wie, na co kogo stać. Może byłoby inaczej, ale dostaliśmy zasłużone baty i życie toczy się dalej.
Sylwetka Arkadiusza Onyszki
Data urodzenia: 12 stycznia 1974
Miejsce urodzenia: Lublin
Wzrost: 186 cm
Waga: 84 kg
Pozycja: bramkarz
Kluby, w których grał: Lublinianka Lublin, Zawisza Bydgoszcz, Legia Warszawa, Polonia Warszawa, Warta Poznań, Lech Poznań, Widzew Łódź, Viborg FF (Dania), Odense Boldklub (Dania), FC Midtjylland (Dania), Odra Wodzisław Śląski.
Sukcesy: 3. miejsce mistrzostwa Europy U-16 1990, wicemistrzostwo olimpijskie 1992, Superpuchar Polski 1994/95 z Legią, Puchar Danii 1999/00 z Viborg FF, Superpuchar Danii 2000/01 z Viborg FF, Puchar Danii 2006/07 z Odense Boldklub.
|
Pana dorobek i tak jest imponujący. Traci pan przecież średnio niewiele ponad pół bramki na mecz.
- Grając w takiej drużynie jak Odra, która broni się przed spadkiem, są okazje do wykazania się w bramce. Dwa, trzy kolejne mecze bez straty gola są jakimś wyczynem. Każdy golkiper puszcza jednak bramki, czy to Petr Cech czy Gianluigi Buffon. Swoją osobą, charyzmą, podejściem do zawodu i grą mogę mojemu zespołowi dawać więcej pewności siebie. Tyle co mogę, to pomogę, ale wszystkiego nie będę bronił, bo to po prostu niemożliwe.
Zawodnicy Ruchu w ekstraklasie nie strzelili jeszcze panu gola...
- Ale zrobili to w drugiej lidze. Mecz był na Cichej, a ja grałem wtedy barwach Warty Poznań albo Polonii Warszawa. Pamiętam, że padał wtedy śnieg i były trudne warunki do gry w piłkę nożną, a my chyba wysoko przegraliśmy.
Teraz obawia się pan któregoś z piłkarzy "Niebieskich"?
- Dla mnie wszystko, co leci w bramkę jest groźne, bo jak nie obronię to jest gol. A czy się obawiam? Za stary już jestem, żeby się obawiać. Mam jednak szacunek do przeciwnika i zawodników, którzy grają na wysokim poziomie. Respekt jest, ale nie boję się. Chorzowianie będą grali ofensywny futbol. Z kim jak z kim, ale z nami muszą tak zagrać. My bronimy się przed spadkiem i tego meczu nie możemy przegrać. Jeżeli we wtorek damy radę zatrzymać chorzowską nawałnicę, to może ukąsimy. Jeśli pierwsi strzelimy bramkę, to będą mieli ciężko, bo jakoś tak mamy, że później trudno nam wbić gola.
W drużynie Odry zabraknie jedynie Piotra Piechniaka, który pauzuje za kartki. W Ruchu wygląda to o wiele gorzej. Na pewno nie zagra Andrzej Niedzielan oraz być może także pana dawny kolega Marcin Zając.
- Chciałbym, żeby Marcin wystąpił, bo spędziliśmy razem fajny rok w Widzewie Łódź. On wtedy był bardzo młodym zawodnikiem i dopiero wchodził do drużyny. To fajny chłopak i dobry piłkarz.
W Widzewie grał pan z jeszcze jednym piłkarzem, który związany jest z Ruchem. Zasiada w Radzie Nadzorczej. Wie pan o kogo chodzi?
- Niestety.
O Dariusza Gęsiora.
- Aaa Darek! Nie widzieliśmy się ładnych parę lat. Fajnie, że Ruch zatrzymuje u siebie takich ludzi. Jestem od niego młodszy o jakieś cztery lata, ale zawsze się kolegowaliśmy. Dużo mi pomógł, doradzał, był koleżeński. Potem byliśmy razem na Olimpiadzie. Ciekawe czy się zmienił? Wielu piłkarzy po zakończeniu kariery trochę przytyło, a Darek zawsze wysoki, szczupły. Bardzo serdecznie go pozdrawiam i mam nadzieję, że się spotkamy we wtorek.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)
fot. D. Markysz