Najlepszy piłkarz Ruchu Chorzów w poniedziałek rozpoczął zajęcia z piłką i już wkrótce ma wrócić do gry.
Andrzej Niedzielan codziennie zakłada specjalną maskę i ciężko trenuje, by wrócić do dyspozycji, dzięki której dałby coś swojemu zespołowi. - Tylko to mnie interesuje. Nie będę wychodził na boisko tylko po to, żeby pokazać koszulkę z numerem i nazwiskiem - zapewnia napastnik, na którego koledzy z drużyny zaczęli wołać... "Zorro".
Od czego zależy, kiedy będziesz mógł wrócić do gry?
Andrzej Niedzielan: - To kwestia przygotowania stricte meczowego. W poniedziałek i wtorek odbyłem dwa pierwsze treningi z piłką, bo wcześniej miałem zajęcia tylko i wyłącznie z doktorem Wielkoszyńskim. Pod jego okiem przygotowywałem się mięśniowo i teraz pozostaje tylko kwestia tego, jak ja będę wyglądał piłkarsko. Nie jest tak prosto z dnia na dzień wejść z siłowni na boisko. Kilka czy kilkadziesiąt godzin trzeba poświęcić, żeby wejść w rytm treningowo-meczowy. Przez ponad miesiąc nie robiłem nic z piłką na boisku, dlatego trzeba pewne rzeczy odświeżyć.
Problemu ciśnieniowego, przez który w twoim oku znajdowała się krew, już nie ma?
- To wszystko minęło. Nic mi nie dolega, nic mnie nie boli. Dodatkowo maska jest dla mnie nie tylko fizycznym, ale i psychicznym zabezpieczeniem. Trenuję i mam nadzieję, że jak najszybciej dojdę do swojej pełnej dyspozycji.
Maskę musisz nosić przez jakiś określony czas?
- Do końca ligi powinienem i będę w niej grał. Mówi się, że po zabiegu trzeba przez sześć tygodni w niej trenować, aby zabezpieczać tę złamaną kość. Taki okres to minimum i tego się będę trzymał, bo nie chciałbym sobie drugi raz sobie zrobić krzywdy.
Jak się czujesz piłkarsko po ponad miesięcznej przerwie?
- Nieźle, ale jest jeszcze kawałek drogi do tego, abym się bardzo dobrze czuł. Po każdej kontuzji człowiek potrzebuje czasu, żeby odnajdywać się choćby w najprostszych sytuacjach. Samej techniki się nie zapomina, ale trzeba przypomnieć sobie te ruchy na boisku. Chodzi też o przygotowanie fizyczne. Z nim jednak nie ma najmniejszego problemu, bo może nie jestem gotowy do gry, ale mam podbudowę mięśniową i jestem przygotowany do pracy. Muszę sobie teraz odświeżyć te stricte piłkarskie rzeczy, jak: czucie piłki, zagranie, strzał.
Wierzysz, że na który mecz będziesz na tyle gotowy, by wrócić do walki o ligowe punkty?
- Musimy patrzeć z dnia na dzień, jak będę wyglądał. Takie pierwsze podsumowanie przyjdzie po tym tygodniu. W ciągu tych kilku dni wprowadzę się w trening i będziemy wiedzieć, w jakiej mniej więcej jestem dyspozycji. Usiądziemy wtedy z trenerem i podejmiemy jakieś decyzje. W najbliższych dwóch meczach będzie jeszcze ciężko wystąpić, ale może za dwa tygodnie? Czeka nas wtedy spotkanie z Polonią Bytom. Jest to realne, ale nie chcę składać jakichś deklaracji, bo później wszyscy będą się tego trzymać i będę miał jakąś niepotrzebną presję. Zrobię wszystko, by wrócić jak najszybciej, a to zależy tylko i wyłącznie ode mnie, od tego jak będę się prezentował.
Oprócz mojej dyspozycji ważne jest też to, czy trener będzie mnie widzieć w drużynie. Wchodząc na boisko muszę coś dać zespołowi, a nie tylko być statystą. To nie o to chodzi. Z jednej strony podchodzę do tego spokojnie, a z drugiej ciężko pracuję na to, żeby wrócić może nie do pełnej, bo to by było trochę za szybko, ale do dobrej dyspozycji, w której mógłbym już coś od siebie dać. Tylko to mnie interesuje. Nie będę wychodził na boisko tylko po to, żeby pokazać koszulkę z numerem i nazwiskiem.
Najbliższe dni spędzisz już tylko na boisku, czy wracasz jeszcze do doktora Wielkoszyńskiego?
- Różnie. We wtorek rano byłem u doktora Wielkoszyńskiego, a popołudniu na boisku. Na bieżąco ustalany jest dla mnie program treningów. Wieczorem dowiaduję się, co zostało dla mnie przygotowane na kolejny dzień.
Jak po powrocie przyjęli cię koledzy z drużyny? Zamiast "Wtorek" wołają teraz "Zorro"?
- Jest "Zorro" (śmiech). Jak coś mi nie wyjdzie to mówią: załóż maskę, będzie bezpieczniej, będzie lepiej. Są docinki, ale przygotowałem się na to, bo w naszej szatni zawsze jest wesoło. Myślę jednak, że "Wtorka" "Zorro" nie zastąpi.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)