Z racji wzrostu, koledzy mówią na niego "Mały". Jest wychowankiem Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie, gdzie nabierał piłkarskiego rzemiosła. – W zasadzie od małego grałem w piłkę, a po zakończeniu szkoły podstawowej tylko to miałem w głowie. Wybrałem futbol i myślę, że dobrze zrobiłem – wspomina
Grzegorz Domżalski, który dziś obchodzi swe 23. urodziny.
W małym miasteczku w województwie Warmińsko-Mazurskim grał przez ponad 5 lat. Był wyróżniającym się zawodnikiem Drwęcy, toteż szybko zaczęły się nim interesować kluby z wyższej półki. Trafił ostatecznie do Ruchu Chorzów. – Chciałem wcześniej zmienić klub, ale gdy przychodziło co do czego, to wszystko rozbijało się o finanse. A miałem propozycje m.in. z Lecha Poznań oraz kilku drugoligowych klubów. To było za czasów, gdy Drwęca awansowała z trzeciej ligi do drugiej. Żałuję, że nie mogłem wtedy opuścić zespołu i zasmakować gry w wyżej notowanym klubie. Na szczęście, w trakcie przerwy letniej, ta sytuacja się zmieniła, z czego jestem bardzo zadowolony. Bo to duże szczęście móc reprezentować barwy takiego klubu, jakim jest Ruch Chorzów – podkreśla zawodnik "Niebieskich" występujący z numerem "9" na plecach.
Niemniej jednak Domżalski w rundzie jesiennej nie grał zbyt dużo. Łącznie spędził na boisku zaledwie 159 minut. - Tak jest w życiu piłkarza. Nie zawsze, jak się przychodzi, to ma się miejsce w podstawowej jedenastce. Trzeba o to walczyć, tym bardziej, że Ruch ma przed sobą ważny cel. Zespół jest bardzo silny, na moich pozycjach grają doświadczeni zawodnicy. Ale pokazuję na zajęciach trenerowi, że jestem gotowy, by zagrać od początku – mówi Domżalski.
Czego życzył sobie Grzegorz Domżalski w dniu urodzin? - Pozostać w Ruchu Chorzów, grać w pierwszym składzie i wywalczyć awans do Orange Ekstraklasy.
Nam nie pozostaje nic innego, jak przyłączyć się do tych życzeń. Wszystkiego najlepszego!