Ten zawodnik jeszcze kilka lat temu był najbardziej obiecującym polskim pomocnikiem. W swojej karierze zdobył mistrzostwo Europy do lat 18, rozegrał 28 meczów w seniorskiej reprezentacji Polski, a także strzelił fantastyczną bramkę Davidowi Seamanowi, dzięki której Dyskobolia wyeliminowała Manchester City z Pucharu UEFA. Jutro 27-letni
Sebastian Mila będzie kreował grę ofensywną Śląska Wrocław w meczu z Ruchem Chorzów.
Śląsk ostatni sezon zakończył na szóstym miejscu z 45 punktami na koncie, a więc zdecydowanie wyżej niż Ruch. Teraz jest zupełnie odwrotnie, a różnica między wami jest jeszcze większa. Jesteście rozczarowani swoją postawą w obecnych rozgrywkach?
Sebastian Mila: - Po poprzednim sezonie wszyscy mieliśmy duże apetyty, nie tylko za sprawą wyników, ale też dobrej gry. Obecny jest dla nas zaskoczeniem i rozczarowaniem. Życie tak to niestety weryfikuje i jest to dla nas kolejne doświadczenie, które mam nadzieję zaprocentuje w przyszłości. A Ruch? Jego postawa jest dużym zaskoczeniem w drugą stronę. Nie tylko zdobywają dużo bramek i punktów, ale grają naprawdę dobry futbol. W meczu z nami są murowanym faworytem, nie tylko w mojej ocenie, ale i obserwatorów. Czeka nas niełatwe spotkanie.
Co pana zdaniem może osiągnąć Ruch?
- Maksymalnie puchary, bo mistrzostwa Polski nie są w stanie zrobić. Moim zdaniem zdobędzie je Wisła Kraków. Ruch z kolei ma dwie drogi do pucharów: przez ligę i Puchar Polski. Przez ligę jest to możliwe ze względu na to, że mają naprawdę niezły terminarz. Nadal są na fali i to np. Legia Warszawa musi się bardziej bać niż Ruch Chorzów.
Jak musielibyście zagrać, by wywieźć z Chorzowa zdobycz punktową?
- Spokojnie w ofensywie i jeżeli stworzymy jakieś sytuacje podbramkowe, to musimy je wykorzystać. To jest klucz na mecze wyjazdowe. Musimy być skoncentrowani od samego początku.
Przyjedziecie nastawieni na defensywę, czy postaracie się narzucić Ruchowi swój styl gry?
- Jesteśmy taką drużyną, która się nie cofa i staramy się prowadzić swoją grę. Pomimo tego, że nie wygrywamy meczów, będziemy się starali grać ofensywnie.
Na którego piłkarza "Niebieskich" zwrócicie szczególną uwagę?
- Jest tam wielu takich zawodników. Sobiech jest niezłym napastnikiem i rozwija się w naprawdę dobrym kierunku. Marcin Zając ma duże możliwości, grałem z nim w Grodzisku i wiem, że to dobry zawodnik. Grzyb cały czas ciągnie tę drużynę. W bramce z kolei jest Pilarz. Mają naprawdę niezły zespół i trzeba na nich uważać.
W sobotę zagracie bez kilku podstawowych zawodników. To dla was duże utrudnienie?
- Mamy bardzo okrojoną kadrę na ten mecz. Trzech ludzi pauzuje za kartki, kilku jest kontuzjowanych. Będziemy musieli sobie poradzić bez Sotirovicia, Sochy, Fojuta, kontuzjowanego od dłuższego czasu Marka Gancarczyka czy też bez Ćwielonga. Czasami tak w życiu bywa, ale postaramy się o tym zapomnieć i wyjść na mecz z wiarą w nasze możliwości. Zdrowi zawodnicy mają pokazać swoją wartość.
Remis byłby dla was satysfakcjonujący, czy nie bierzecie go pod uwagę?
- Ruch Chorzów jest faworytem i musi wygrać to spotkanie. Jeżeli nie odniosą zwycięstwa, to mogą im się oddalić te puchary. My natomiast nie możemy gardzić nawet jednym punktem. Pamiętamy, że jedziemy na teren bardzo dobrze dysponowanego przeciwnika. Wygranie meczu wyjazdowego byłoby dla nas fantastyczną sprawą. Dawno nie poczuliśmy smaku zwycięstwa i jesteśmy mocno zmobilizowani. Mam nadzieję, że pokażemy to na boisku i przełoży się to na wynik.
Jak pan wspomina swoje mecze na Cichej?
- W Chorzowie wygraliśmy ostatnio 2:1, a ja miałem nawet nie stu, a tysiąc procentową sytuację, której nie wykorzystałem. Z tym mi się kojarzy tamto spotkanie i liczę, że nie będzie mi to siedziało w głowie. Byłoby to na naszą korzyść, bo wy na pewno chcielibyście, żeby dalej tak było (śmiech).
Jutro dopingować was będzie aż tysiąc fanów Śląska.
- Wsparcie naszych kibiców to dla nas wielka sprawa. Są z nami mimo, iż nie wygrywamy meczów. Szanują to, że staramy się wygrać każde spotkanie. Nie ma żadnej partyzantki z ich strony, tylko mobilizacja nas. Tak buduje się wielki klub. Piłkarze z kibicami tak muszą funkcjonować.
Święta Wielkanocne spędzi pan z rodziną?
- Tak, ale do domu przyjadę tak naprawdę dopiero w niedzielę na śniadanie. W nocy wrócimy z Chorzowa do Wrocławia, a później jeszcze muszę się dostać do Koszalina. To będą takie święta w podróży.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)