Słowo "lider" pasuje do niego jak ulał. Jest kapitanem drużyny, grał we wszystkich jesiennych spotkaniach ligowych i pucharowych. Strzelił 5 bramek, a przy 6 asystował. Dziś
Wojciech Grzyb wraz z kolegami objął kolejne przewodnictwo. Tym razem w tabeli drugiej ligi.
- Możecie się dziś cieszyć podwójnie, bo i pokonaliście Podbeskidzie, i zostaliście liderem tabeli.
Wojciech Grzyb: - No tak, zostaliśmy liderem, ale ważniejsze mimo wszystko było zdobycie kolejnych 3 "oczek", które w efekcie dają nam przewagę 4 punktów nad Jagiellonią. To, że zostaliśmy liderem jest dla nas wielką premią. W jutrzejszym "Sporcie" na pewno będziemy liderem, natomiast w dodatku Gazety Wyborczej w Bydgoszczy z pewnością nie. Nie jest to najważniejsze, ale oczywiście cieszymy się z tego, bo Ruch dawno nie był na pierwszym miejscu.
- To dodatkowo gwarantuje wam spokojną zimę.
- Różnie to bywa. Inaczej się patrzy na lidera, a inaczej na zespoły, które są za nim. Od nas się wymaga więcej - w myśl zasady „bij mistrza”. Sytuacja nie jest jednak najgorsza, bo dwa pierwsze mecze gramy u siebie. Będzie na pewno duże ciśnienie, będą jeszcze większe oczekiwania od kibiców. Na razie wszyscy się cieszą i oby to trwało jak najdłużej. Nie możemy się jednak tym zachłystywać i trzeba dalej pracować nad sobą.
- Przyznasz, że w dzisiejszym meczu Podbeskidzie postawiło wysokie warunki?
- Było bardzo ciężko...
- ... piłka trzy razy wpadała do siatki Podbeskidzia, ale dopiero za trzecim razem bramka została uznana.
- Może w myśl zasady do trzech razy sztuka? Z mojej perspektywy ta bramka "Mikiego" po rzucie rożnym była prawidłowa, ale nie będę oceniał pracy sędziego. Od tego są inni. W kontekście tego, że i tak ta zwycięska bramka padła, nie ma to już większego znaczenia. Trzy punkty jadą do Chorzowa. Uzbieraliśmy 38 punktów, naprawdę dużo. Chyba już dawno Ruch nie zdobył tyle punktów w rundzie. Generalnie jest git (śmiech).
- Mieliście przed tą rundą określoną ilość punktów do zdobycia?
- Nie, absolutnie. Nie zakładaliśmy nawet tego, że będziemy na miejscu gwarantującym awans. Wiadomo, że jest to takie mówienie pół żartem, pół serio. Media kreowały nas jako jedną z ekip, które będą walczyły o awans, ale proszę sobie przypomnieć, że to Zagłębie Sosnowiec, Piast Gliwice były poważniejszymi kandydatami, a Ruch gdzieś za nimi. Rzeczywistość jest zupełnie inna, z czego się bardzo cieszymy. To my jesteśmy liderem, Zagłębie kilka miejsc za nami, Piast gdzieś daleko. Został tylko Zawisza, który zremisował. Mamy więc jakiś komfort psychiczny, bo punktów mamy co prawda tyle samo, ale wygraliśmy z nimi bezpośrednią potyczkę w dobrym stylu.
- Jesteście liderem a to przyciąga kibiców. Dziś sympatyków Ruchu ściągnęło do Bielska blisko 1,5 tysiąca!
- To nie jest żadnym zaskoczeniem dla nas. Nawet sobie pozwoliłem na żart, kiedy po meczu rozmawiałem z kolegami, którzy byli w sektorze gości. Jednego z nich się zapytałem: czemu was tak mało? (śmiech) I dobrze, że było ich tak "mało", bo gdyby ich było więcej, to nie wiem czy byśmy zatrzymali ten marsz podziękowania po meczu. Tak, jak już wielokrotnie mówiłem: nasi kibice są na pierwszoligowym poziomie. Dziś zostaliśmy liderem, nie mamy jakiej drużyny gonić, więc będziemy się starali dogonić poziom prezentowany przez naszych kibiców. Co prawda dzisiaj do przerwy zaczęli się z kibicami Podbeskidzia przekrzykiwać, ale w przerwie meczu podbiegłem do nich i poprosiłem o doping.
- I jak widać, pomogło.
- Po przerwie już był doping na poziomie kibiców Ruchu. Ilość naprawdę niesamowita i trzeba podziękować ludziom z Bielska, że wszystkich wpuścili na trybuny. Znów czuliśmy się jak u siebie.
- Biorąc pod uwagę i rozgrywki pucharowe, i ligę, zanotowałeś 6 asyst i 5 bramek. Przewidywałeś taki scenariusz?
- Na pewno nie liczyłem, że strzelę tyle bramek. Ale patrzę też na to z drugiej strony. Jeśli policzę sytuacje, które miałem (zwłaszcza w Chorzowie), to przy takiej średniej skuteczności mogłem mieć tych bramek dwa razy tyle. Nie mogę jednak wymagać od siebie aż tak wiele, bo nigdy tylu bramek nie strzelałem. Jestem więc umiarkowanie zadowolony. Nie pamiętam, aby liczba moich bramek i asyst była podobna. Zawsze asyst było przynajmniej dwa razy więcej. Niemniej nie chcę mówić o sobie. Rozpatrujemy siebie jako zespół i jesteśmy zadowoleni z zespołu. Ja, jako kapitan, jestem dumny z chłopaków, że walczą, że wyeliminowaliśmy Wisłę i jesteśmy na pierwszym miejscu. Chwała im za to.
- Będziesz namawiał kolegów do tego aby pozostali w Chorzowie i walczyli z Ruchem o awans do ekstraklasy?
- Nie jest to moja rola, ale jeśli ktoś mnie spyta o radę, to powiem żeby został, bo w czerwcu może przeżyć fantastyczne chwile.