Przemysław Łudziński (napastnik Ruchu Chorzów):
- Stworzyliśmy więcej sytuacji od gospodarzy, jedną wykorzystaliśmy i wygraliśmy spotkanie. Nie mogę powiedzieć, że był to łatwy mecz, bo musieliśmy się nacharować. Przy strzelonym golu, dostałem piłkę na krótki słupek, poczekałem na „kozioł” i uderzyłem z półobrotu. Widziałem, że piłka przeleciała jeszcze między rękami bramkarza, więc szczęście pomogło. Miałem wiele sytuacji, a wiadomo, że od napastnika się wymaga. Będę miał teraz czas, żeby poćwiczyć nad tym. Nasi kibice przyjechali tutaj chyba w takiej samej liczbie, jak kibice Podbeskidzia. Po meczu podeszliśmy do nich i podziękowaliśmy za całą rundę. Przed nami jest jeszcze dużo pracy, bo ten lider nie jest taki mocny. Trudno oceniać mi swoją postawę na przestrzeni rundy jesiennej. Robię to, co do mnie zależy. Jestem napastnikiem, więc muszę strzelać bramki.
Grażvydas Mikulenas (napastnik Ruchu Chorzów):
- Jeśli chodzi o te dwie kontrowersyjne sytuacje, to przy pierwszej piłka toczyła się po ziemi, wpadła do bramki i uważam, że zdobyłem ją prawidłowo. Nie faulowałem bramkarza. Natomiast, co do drugiej sytuacji, to nie chciałbym się wypowiadać. Najważniejsze są dla nas trzy punkty, zostaliśmy liderem drugiej ligi. Z tego się bardzo cieszymy, bo i przerwa zimowa będzie spokojniejsza.