Jeśli szkoleniowcy mianem "szalone tempo rozgrywek" określają granie systemem sobota-środa- sobota, to co ma powiedzieć trener Waldemar Fornalik, którego podopieczni trzy mecze rozegrają w sześć dni? W sobotę walczyli na Konwiktorskiej z Polonią, dzisiaj w pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu Pucharu Polski zmierzą się z Legią Warszawa, a w piątek czeka ich na Cichej trudne spotkanie z GKS-em Bełchatów, który mocno depcze "Niebieskim" po piętach w tabeli. - Ja już jesienią głośno mówiłem, że chcąc o coś walczyć w lidze, trzeba mieć szeroką ławkę rezerwowych - przypomina trener Fornalik. - Teraz moje słowa brzmią bardzo proroczo, zwłaszcza w kontekście naszych kłopotów personalnych.
W poprzedniej edycji Pucharu Polski Ruch grał w finale, a w drodze na szczyt wyeliminował m.in. Legię. Z tamtego żelaznego składu dzisiaj na pewno nie zagra dwóch zawodników - kontuzjowany w sobotę Gabor Straka oraz Tomasz Brzyski, który zimą zmienił klub. Andrzej Niedzielan wtedy był jeszcze w Wiśle, a dziś nie zagra z powodu kontuzji. Absencja tego tria to wspomniane "kłopoty", a dodajmy, że na uraz narzeka także Ariel Jakubowski, a Martin Fabusz wciąż się rehabilituje. Pytanie czy w tej sytuacji Ruch pokusi się o to, by trzymać dwie sroki za ogon? - Po prostu kolejni zawodnicy zostaną zaproszeni do roboty, bo nie jest tak, że nie mamy kim grać. Zagadką jest tylko, jak roszady wpłyną na jakość gry zespołu - zastanawia się trener Fornalik. - Oczywiście wystawię najsilniejszy skład w danym dniu, aczkolwiek będę musiał mieć na względzie, że w piątek gramy z Bełchatowem, a niektórzy mogą czuć w nogach spotkanie z Polonią w Warszawie. Czy podołamy walczyć na dwóch frontach? Czasami to nie wypala, ale czas pokaże jak to się uda Ruchowi. Na pewno nie będziemy kalkulować, choć zdajemy sobie sprawę ze skali trudności. Legia, to nie jest Start Otwock, z całym szacunkiem dla piłkarzy z Otwocka.
źródło: Sport