Gromkie "Puchar jest nasz, Puchar nam się należy" można było usłyszeć na stadionie Wisły Kraków z ust piłkarzy i kibiców chorzowskiego Ruchu po ostatnim gwizdku sędziego. Były ku temu podstawy, bowiem Ruch Chorzów dzięki niesamowitej woli walki i zaangażowaniu wygrał z Wisłą 2-1 i tym samym awansował do ćwierćfinału Pucharu Polski. Warto dodać, że na swoim obiekcie Wisła pozostaje niepokonana w meczu ligowym od pięciu lat (ostatnim klubem któremu udało się wywalczyć komplet oczek było KSZO w 2001 roku).
Kibice chorzowscy, którzy pomimo faktu, że był to środek tygodnia pojawili się w Kakowie w sile 1000 osób. Przed meczem skandowali nawet nazwisko Marcina Baszczyńskiego, jednak popularny "Baszczu" nie znalazł się w ogóle w osiemnastce meczowej. Trener lidera Orange Ekstraklasy Dragomir Okuka, nazywany przez niektórych "katem" ze względu na swoje ostre metody treningowe pozwolił odpocząć jemu i kilku zawodnikom z pierwszego składu.
Dla wielu krakowskich kibiców ten mecz, miał być czystą formalnością, przyjechała bowiem utytułowana drużyna z czuba tabeli... ale drugoligowej. Jednak po pierwszym gwizdku Huberta Siejewicza to właśnie miejscowi przecierali oczy ze zdumienia, ponieważ Ruch zaczął to spotkanie z impetem i bez kompleksów dla wyżej notowanego rywala. I właśnie już w 5 minucie Przemysław Łudziński wykorzystał niezdecydowanie obrońców, jednak w polu karnym rywali nie dostrzegł lepiej ustawionych kolegów i jego strzał obronił reprezentacyjny bramkarz Mariusz Pawełek.
Na posterunku był także jego vis-à-vis z Chorzowa Sebastian Nowak, kiedy to na jego bramkę uderzał Paweł Kryszałowicz. W pierszym kwadransie dwukrotnie swoich sił próbował z dystansu Grzegorz Bonk, jednak w obu przypadkach uderzenia pomocnika "Niebieskich" były niecelne. Świetną okazje zmarnował też Grażvydas Mikulenas w 19. minucie, kiedy to jego strzał z najbliższej odległości zablokował Michael Thwaite. Po tym wybiciu z rzutu rożnego wykonywanym przez Piotra Ćwielonga w polu karnym najwyżej do piłki wyskoczył Grzegorz Baran i precyzyjnym strzałem głową zmusił Pawełka do kapitulacji. Na trybunach zapanowała konsternacja, oprócz rzecz jasna sektora zajmowanego przez kibiców gości, który wręcz eksplodował z radości.
Po tym wydarzeniu Ruch - nie myśląc o obronie wyniku - dalej grał swoje, starając się kontrolować inicjatywe w środkowej części boiska. Tylko dzięki świetnej interwencji Nowaka w 25. minucie "Niebiescy" nie stracili bramki. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska Nikoli Mijailovica z pierwszej piłki strzelał Kryszałowicz, jego uderzenie zostało zablokowane przez Barana, do futbolówki zdołał dopaść jeszcze Branko Radovanović, ale po jego uderzeniu "Seba" intuicyjnie wybił piłkę na rzut rożny. Była to zdecydowanie najlepsza akcja Wisły w pierwszej odsłonie spotkania. Przed upływem regulaminowych 45 minut dobrych okazji na zmiane rezultatu nie wykorzystali Ćwielong i Mikulenas. Przy strzale "Pepe" górą był Pawełek, a Litwin znowu nie miał szczęścia i przeniósł piłkę nad poprzeczką.
W przerwie spotkania szkoleniowiec Okuka zdecydował się na jedną zmianę, w miejsce bezproduktywnego Radovanovica wpuścił na plac boju starszego z braci Brożków - Pawła. To właśnie on stanowił największe zagrożenie dla zespołu Ruchu po zmianie stron. Druga część rozpoczęła się obiecująco dla miejscowych, właśnie świeżo wprowadzony Brożek miał pierwszą dogodną okazję do zmiany rezultatu. W 52. minucie "urwał się" Baranowi i w sytuacji sam na sam z Nowakiem górą był ten ostatni. Niespełna 5 minut później zdołał położyć bramkarza Ruchu, jednak rozpędzony nie potrafił oddać prezycyjnego strzału z ostrego kąta. Mocniej serce zabiło chorzowskim kibicom również po strzale Dariusza Dudki z 30 metrów, kiedy to piłka przeleciała pół metra nad poprzeczką bramki "Niebieskich". Niewiele brakowało aby Grzegorz Bonk wreszcie znalazł drogę do bramki, po jego strzale zza pola karnego piłka minęła prawy słupek bramki Pawełka.
Sensacja stała się faktem w 71. minucie, kiedy to Ruch zdobył drugiego gola. Mikulenas idealnie z lewej strony zagrał "Przemkowi" na 4 metr, temu nie pozostało nic innego jak skierować ją do bramki obok rozpaczliwie interweniującego Pawełka. I nawet błyskawiczna odpowiedź Wisły, a konkretnie Pawła Brożka nie zmieniła już wiele w tym spotkaniu. Wykorzystał on moment dekoncentracji chorzowskich obrońców i w sytuacji sam na sam z Nowakiem tym razem się nie pomylił. Do końca spotkania mimo rozpaczliwych ataków gospodarzy wynik nie zmienił się, a co więcej kropkę nad "i" mógł postawić w tym meczu wprowadzony w 85. minucie Michał Brzozowski. Otrzymał on precyzyjne podanie od Łudzińskiego, jednak w polu karnym zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i całą sytuacje wyjaśnili obrońcy Wisły.
Historia lubi się powtarzać? W sezonie 1995/1996 Ruch Chorzów zdobył Puchar Polski i wrócił w szeregi ekstraklasy. Dlaczego nie mogłoby być podobnie w tym sezonie? :) Wierzymy w Was "Niebiescy"!
Wisła Kraków 1:2 (0:1) Ruch Chorzów
Strzelcy: Paweł Brożek 72' - Baran 20', Łudziński 71'
Żółte kartki: Radovanović, Mijailović - Baran
Składy:
Wisła: Pawełek - Thwaite, Stolarczyk, Dudka, Mijailović - Penksa (71' Paulista), Cantoro (61' Sobolewski), Varga, Piotr Brożek - Kryszałowicz, Radovanović (46' Paweł Brożek).
Ruch: Nowak - Makuch, Baran, Adamski, Osiński - Grzyb (85' Brzozowski), Pulkowski, Bonk, Ćwielong (82' Domżalski) - Mikulenas, Łudziński.
Sędzia: Hubert Siejewicz (Białystok).
Widzów: 6.000 (w tym około 1.000 kibiców Ruchu)
Awans: Ruch Chorzów