Dziesięć lat temu Ruch Chorzów był bliski zdobycia 15 mistrzostwa Polski. "Niebiescy" w sezonie 1999/2000 zdobywali punkty w starciach z niemal wszystkimi rywalami. Za plecami fantastycznie spisującej się drużyny Edwarda Lorensa przez cały czas czaiła się Polonia Warszawa. "Czarne Koszule" jesienią uległy Ruchowi na Konwiktorskiej 0:2 (dwie bramki Macieja Mizi), a chorzowianie zakończyli rundę na pierwszym miejscu w tabeli.
Wiosną ekipa Lorensa kontynuowała marsz po piętnasty tytuł. Chorzowianom coraz częściej przydarzały się jednak wpadki w postaci porażek lub remisów. Podziałem punktów zakończyło się m. in. rewanżowe spotkanie z "Czarnymi Koszulami". Krzysztof Bizacki dwukrotnie wyprowadzał swoją drużynę na prowadzenie, ale goście za każdym razem wyrównywali po... samobójczych golach "Niebieskich"! - Mieliśmy wtedy dużo szczęścia. Po tym meczu Ruch już się nie odnalazł, a my zdobyliśmy mistrzostwo - wspomina Igor Gołaszewski, który był wówczas czołowym piłkarzem Polonii. Obecnie pełni funkcję jej rzecznika prasowego, a w sobotę będzie ściskał kciuki za swoją byłą drużynę.
Jak pan wspomina konfrontacje z Ruchem?
Igor Gołaszewski: - Za moich czasów zwykle mieliśmy szczęście do tego zespołu. Bilans spotkań podczas mojej kariery jest na pewno na naszą korzyść. Raz zdarzyło nam się nawet pokonać Ruch 3:0, jednak nie zawsze wygrywaliśmy. W sezonie mistrzowskim chorzowianie ograli nas na naszym stadionie 2:0, a w rewanżu przy dużym szczęściu udało nam się zremisować 2:2. "Niebiescy" mieli wówczas bardzo dobrą drużynę z Bizackim i Śrutwą na czele. Szczególnie Bizacki wzniósł się wtedy na wyżyny i zdobył na Cichej dwie bramki. Chorzowianie strzelili jednak dwa gole samobójcze (autorstwa Tomasza Szuflity i Marcina Baszczyńskiego - przyp. red.) i udało nam się wywieźć stamtąd punkt. Po tym meczu Ruch już się nie odnalazł i choć rundę jesienną zakończył na pierwszym miejscu z pięcioma punktami przewagi nad nami, zaczął spadać troszeczkę niżej w tabeli, a my zdobyliśmy mistrzostwo Polski.
W sobotę kolejny mecz pomiędzy Polonią a Ruchem. Jakiego spotkania się pan spodziewa?
- Trudnego dla nas. Ruch przyjedzie nastawiony na grę z kontry. Musimy rozmontować jego obronę i nie dać się zaskoczyć, a z przodu na pewno coś strzelimy. Trzeba zagrać dobrze taktycznie i zrealizować wszystko, co trener nakreśli podczas odprawy. Nie może tu być żadnej pomyłki. Dla nas liczą się tylko trzy punkty. Nie przyjmuję do wiadomości remisu, a zwłaszcza porażki.
Zimą "iskrzyło" na linii Ruch - Polonia. Piłkarzem "Czarnych Koszul" został Tomasz Brzyski, który jesienią był podstawowym zawodnikiem "Niebieskich".
- Dla Tomka to będzie ważny mecz, bo zagra przeciwko swoim dawnym kolegom z drużyny. Te znajomości zostaną mu pewnie do końca życia, dlatego wystąpi z obciążeniem psychicznym. Ma jednak nowego pracodawcę i musi grać teraz jak najlepiej dla Polonii. Na pewno będzie chciał się pokazać z jak najlepszej strony. Kiedy ja grałem przeciwko swojej drużynie, to wznosiłem się na wyżyny umiejętności i myślę, że tak samo będzie u niego.
Jedną nogą w Polonii był też Andrzej Niedzielan, który ostatecznie wolał zostać w Chorzowie. W sobotę nie będzie mógł zagrać z powodu kontuzji. To będzie dla was ułatwienie?
- Na pewno, bo zmniejsza się siła uderzenia Ruchu. Niedzielan jest bardzo szybkim zawodnikiem, co pokazał w meczu z nami w rundzie jesiennej, kiedy strzelił nam jedną z bramek. Jest to osłabienie dla drużyny z Chorzowa, ale my nie możemy patrzeć tylko pod tym kątem, bo w Ruchu jest wielu dobrych piłkarzy, na których trzeba uważać.
Piłkarze reprezentacji Polski, którzy zagrali przed tygodniem na Konwiktorskiej z Bułgarią, narzekali na murawę stadionu Polonii. Jej stan uległ poprawie?
- Pogoda nam to uniemożliwia. Konieczne jest słońce i ciepło, żeby trawa zaczęła rosnąć. Do dobrych warunków potrzebna jest soczysta trawa, a tutaj jej po prostu nie ma. Nieprzyjemne dla piłkarza jest zetknięcie z murawą np. przy wślizgu, bo wtedy jest się "pozdzieranym".
Będzie mógł więc zadecydować przypadek?
- To boisko nie jest aż takie złe. Można powiedzieć, że przypadek decydował w meczu Ruchu z Zagłębiem Lubin, bo cały czas sypał śnieg i warunki do gry były anormalne. Piłka dostawała poślizgu, a w pewnym momencie nie było widać linii. U nas przez to, że nie ma trawy, piłka będzie mogła czasem podskoczyć.
Wytypuje pan wynik sobotniego meczu?
- 2:0 dla Polonii.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)