- Rozmawiałem z Andrzejem i wszystko wskazuje na to, że podda się jednak zabiegowi. Zdaniem lekarzy interwencja chirurgiczna jest konieczna - mówi trener Ruchu, Waldemar Fornalik.
- Ogólnie Andrzej czuje się nad podziw dobrze, gorzej jest z jego psychiką. To człowiek szalenie ambitny, bardzo solidnie przygotował się do rundy rewanżowej. Chciał grać, snuł wielkie plany. Teraz nie wiadomo, kiedy wróci na boisko. Mam nadzieję, że zdąży jeszcze przed końcem sezonu, ale u każdego człowieka proces zdrowienia przebiega inaczej. Trudno w tej chwili cokolwiek wyrokować - dodaje szkoleniowiec chorzowian.
Uraz jednego z liderów zespołu odcisnął mocne piętno na postawie "Niebieskich" w dalszej fazie spotkania z Zagłębiem Lubin, aczkolwiek chorzowski szkoleniowiec nie chciałby obwiniać za porażkę jedynie sędziego, który nie przerwał meczu w trakcie śnieżnej zamieci. - Pamiętam, że wiosną 1990 roku graliśmy na Roosevelta z Górnikiem, gdy w drugiej połowie sędzia przerwał spotkanie z powodu opadów śniegu przy stanie 0:0. Po wznowieniu gry szybko straciliśmy bramki, a mecz zakończył się naszą porażką 0:3. Przyznam jednak, że w przerwie sobotniej konfrontacji z Zagłębiem Lubin widziałem w szatni, jak wielkie wrażenie na chłopakach wywarł uraz Niedzielana. Udzielałem wskazówek, ale chłopcy wciąż pytali maserów, co się stało z Andrzejem. Rozumiem też ich usprawiedliwienia, że śnieg "walił" prosto w oczy, choć jest to oczywiście zbyt proste wytłumaczenie naszej porażki. Z drugiej strony pogoda wytrąciła nam nasz atut, jakim jest szybkość. Nie jesteśmy też aż tak technicznie zaawansowanym zespołem, który czuje się dobrze w śniegu po kostki. Zdecydowanie wolimy suche boiska, na których można swobodnie operować piłką.
Kontuzja Niedzielana rodzi pytania o jego następców i alternatywę dla żelaznego systemu 4-4-2, jaki preferował Ruch z szybkim napastnikiem w składzie. - Już na jesieni ktoś ukuł teorię, że Ruch przegrywa bez Niedzielana - przypomina trener Fornalik. - Obaliliśmy ją w ostatnim ubiegłorocznym spotkaniu wygranym z Piastem Gliwice, ale rzeczywiście, paradoksalnie na nieszczęściu Andrzeja skorzystają ci, którzy mniej grali. Oni będą musieli udowodnić, że miejsce w składzie im się należy. Nie ukrywam też, że być może trzeba będzie zmienić coś w ustawieniu 4-4-2. Mam przecież czterech pomocników o bardzo podobnych umiejętnościach, co może być naszą siłą w kolejnych spotkaniach - kończy.
źródło: Sport / Niebiescy.pl