Grażvydas Mikulenas (napastnik Ruchu Chorzów):
- Sytuacja do strzelenia bramki nie była trudna, choć w początkowej jej fazie miałem więcej swobody. Widziałem jak jest ustawiony bramkarz, i że zostawił odsłonięty długi róg. Uderzyłem w to miejsce i wpadło. Tak już mam, że raz wychodzi, a raz nie. Nie czułem się zawiedziony, że nie zagrałem od początku meczu, bo mamy równorzędnych zmienników. Mimo to nie chcę być dżokerem, ale chcę grać od początku spotkań.
Lepiej grało mi się w takich warunkach, niż na boisku w Janikowie czy Krakowie. Kibice i pracownicy klubu, którzy odśnieżali murawę spisali się na medal.
Grzegorz Baran (obrońca Ruchu Chorzów):
- Ruch był zdecydowanie lepszy, ale nie ukrywam, że w kilku sytuacjach szwankowała trochę skuteczność. Trzeba przyznać, że Lechia jest w miarę poukładana, stworzyła kilka zagrożeń pod naszą bramką, ale z przebiegu meczu na pewno nie zasłużyła na zwycięstwo. Nie "weszliśmy dobrze w mecz", bo gdańszczanie stworzyli dogodną sytuację już w pierwszej minucie meczu. No, na szczęście nie strzelili bramki. Najważniejsze, że nam udało się wejście "Mikiego", bo dzięki temu nadal jesteśmy w czubie tabeli.
Paweł Pęczak (obrońca Lechii Gdańsk):
- Mieliśmy bardzo dużo szczęścia, bo Ruch miał kilka wyśmienitych okazji. Niestety w pewnym momencie popełniliśmy błąd. Mikulenas to klasowy zawodnik i bez problemu go wykorzystał. Miałem za zadanie pilnować Ćwielonga i chyba udało mi się, bo nie stworzył zbyt wiele zagrożenia. Jest on bardzo szybkim zawodnikiem, ale jakoś dawałem radę. Mamy cel, aby uplasować się pomiędzy pierwszym, a szóstym miejscem. W grudniu zobaczymy jak to się rozwinie, bo wtedy się okaże czy w Lechii powstanie sportowa spółka akcyjna.