Na boisku przebywał zaledwie kwadrans, ale to wystarczyło by pozostawić po sobie bardzo dobre wrażenie. Arkadiusz Piech w spotkaniu przeciwko Arce Gdynia na kilka sekund przed zakończeniem gry wrzucił „piąty bieg” i z impetem pognał na bramkę rywala. W jednej chwili minął zdezorientowanych obrońców, a gdy znalazł się już w polu karnym, to spojrzał jeszcze tylko na golkipera i ze spokojem umieścił piłkę w siatce. - Jeszcze jestem w szoku! No nie spodziewałem się takiego debiutu. Trudno zebrać myśli – nie kryje radości napastnik "Niebieskich".
Piech wykazał się niesamowitym sprytem i ambicją. - Myślę, że trenerzy chcą, żeby właśnie tak grali napastnicy. Muszę być, jak to mówią, lisem pola karnego. W moich żyłach płynie krew wymieszana z ambicją. W Turcji - szczególnie po spotkaniu z Kazachami - ledwo stałem. Ale nie odpuściłem. Już taki jestem – uśmiecha się zawodnik.
Były gracz Widzewa ma na swoim koncie Mistrzostwo Europy, które osiągnął z amatorską reprezentacją Polski w 2007 roku. - Piękna historia. Strzeliłem nawet gola Portugalczykom! To wtedy poczułem, że to całe granie, treningi mają sens. Jestem dumny ze złotego medalu. Nawet teraz wisi sobie tuż obok mnie – opowiada Piech.
Jego trenerem był wówczas Janusz Kudyba. Szkoleniowiec reprezentacji amatorów ma o napastniku Ruchu jak najlepsze zdanie: - To bezkompromisowy, bardzo pracowity i ambitny chłopak. Nie ma kompleksów, nie pęka, gdy ma przed sobą większego czy bardziej doświadczonego obrońcę. Jeżeli tylko trenerzy na niego postawią to odpłaci za zaufanie z nawiązką. To dopiero początek. Ten napastnik może być postrachem ekstraklasy!
źródło: Niebiescy.pl / Gazeta Wyborcza Katowice