- Chętny do gry w kadrze musi mnie przekonać do siebie na żywo. Żadna kaseta, telewizja, czy gadanie trenerów nie sprawi, że wyślę powołanie. Muszę kandydata "dotknąć” - mówi Franciszek Smuda.
Szkoleniowiec przybył na Riwierę Turecką, bo do rundy wiosennej przygotowuje się w tym miejscu kilka polskich drużyn. - Chcę zobaczyć jak najwięcej meczów. Priorytet mają te z udziałem zawodników, których już powołałem do reprezentacji. Chcę sprawdzić, w jakich warunkach pracują i w jakiej są formie - tłumaczy szef reprezentacji, który na "dzień dobry" odwiedził chorzowski Ruch, aby przyjrzeć się Maciejowi Sadlokowi. Była również okazja, aby zamienić słowo ze szkoleniowcem "Niebieskich". - Rozmawialiśmy o naszych piłkarzach, dzieliliśmy się spostrzeżeniami, ale raczej nie pod kątem kadry. Był to taki dialog trenera z trenerem - wyjaśnia Waldemar Fornalik.
Smuda zapewnia, że jest w stałym kontakcie z klubami. - Wychodzę z założenia, że dialog jest bardzo ważny. Chcę, aby szkoleniowcy czuli, że są jednymi z reżyserów - podkreśla, co trener Ruchu potwierdza. - Przed powołaniami do Tajlandii selekcjoner pytał o Tomka Brzyskiego. Do Maćka Sadloka był już przekonany, więc zasięgnął zdania odnośnie tego pierwszego zawodnika. Podzieliłem się, jak sądzę, obiektywną opinią - uśmiecha się Fornalik.
Więcej na
sportslaski.pl