Namówienie Andrzeja Niedzielana, by dokończył sezon w chorzowskim klubie, to wielki sukces działaczy Ruchu. Napastnik ma za sobą niezwykle udaną jesień. Po tym, jak zrezygnowano z niego w Wiśle Kraków, piłkarz odbudował formę pod okiem Waldemara Fornalika i był jednym z najlepszych zawodników czwartego zespołu Ekstraklasy. - Na pewno nie będę się wychwalał. Do tego jestem ostatni. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że nie czuję się dość ważnym ogniwem drużyny. Powtarzam - drużyny. Bo to świetnie rozumiejący się, zgrany zespół był jesienią naszą siłą. Człowiek potrzebuje w życiu akceptacji. A ja dostałem ją w Chorzowie. I to nie tylko na boisku. Także dlatego uznałem, że żal byłoby zostawić kolegów w pół drogi, z niedokończoną pracą - mówi "Wtorek".
Znakomita dyspozycja Niedzielana (7 goli w 14 meczach) spowodowała, że dostał on od szukającej wzmocnień Polonii Warszawa propozycję nie do odrzucenia. Piłkarz zrezygnował z lukratywnego kontraktu i wiosną nadal będzie reprezentował barwy Ruchu Chorzów. Po tej decyzji pojawiło się sporo negatywnych wypowiedzi. Wiceprezes Polonii Piotr Ciszewski stwierdził nawet, że Niedzielan zachował się "niehonorowo".
- Nie chcę wypowiadać się zbyt mocno. Ale moim zdaniem te słowa podchodzą pod znieważenie. Zastanawiam się, co z tym dalej zrobić. Nie czuję się obrażony, ale na pewno dotknięty. Taka krzywdząca opinia dotyka mnie nie tyle jako piłkarza, ale przede wszystkim jako człowieka. Najciekawsze jest to, że z panem Ciszewskim nigdy nie rozmawiałem o moim ewentualnym przejściu do Polonii. Nawet przez telefon. Takie sprawy załatwia się przez menedżera. Chyba nie muszę dzwonić do działaczy i tłumaczyć się z tego, że zostaję w Ruchu. Uważam, że zachowałem się fair. To raczej druga strona zachowuje się nieprofesjonalnie. Te personalne wycieczki są tego najlepszym przykładem - uważa napastnik Ruchu.
Zanim Niedzielan zdecydował się wypełnić kontrakt, klub musiał spełnić jeden warunek. Było nim zatrzymanie w Chorzowie Macieja Sadloka i Artura Sobiecha. - Sprzedaż jednego utalentowanego piłkarza na pewno miałaby korzystny wpływ na organizację klubu. Ale - z drugiej strony - miałaby też wpływ na zespół, i to byłby już wpływ negatywny. Dlatego zanim podałem sobie rękę z działaczami, chciałem usłyszeć zapewnienie, że za tydzień czy dwa nie sprzedadzą dwóch, trzech graczy - wyjaśnia.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice / Niebiescy.pl
fot. D. Markysz