"Niebiescy" po zwycięstwie nad Stalą Stalowa Wola zostają na przynajmniej jeden dzień liderem drugiej ligi. Całe spotkanie przebiegało pod dyktando gospodarzy, którzy po bramkach Tomasza Sokołowskiego i Przemysława Łudzińskiego odnieśli pewne zwycięstwo. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy popełnić tego samego błędu, co w meczu z Jagiellonią. Na pewno było to w naszych głowach, bo stwarzaliśmy sobie sytuacje, ale ich nie wykorzystywaliśmy. Liczą się jednak trzy punkty - powiedział strzelec pierwszego gola.
Piłkarze Ruchu od początku meczu ruszyli na bramkę strzeżoną przez Tomasza Wietechę. Gospodarze pierwszy strzał oddali tuż po rozpoczęciu spotkania. Jego autorem był Wojciech Grzyb, który jednak nie trafił w światło bramki. W 9. minucie Grażvydas Mikulenas zdecydował się na uderzenie z 17. metra. Efekt? Piłka o centymetry minęła prawy słupek Stali.
Chorzowianie bardzo szybko sprowadzili swojego rywala do parteru i kontrolowali to, co się działo na boisku. Gra, co prawda nie była taka, jaką chcieliby oglądać kibice, jednak nie można wymagać od zawodników rzeczy niemożliwych. Nawet Barcelona nie gra w każdym meczu koncertowo. Czasem trzeba zagrać mniej efektownie, ale za to efektywnie i dopisać do swojego dorobku kolejne trzy punkty.
Pierwsza bramka padła po koronkowej akcji. Piotr Ćwielong odegrał piłkę do Grażvydasa Mikulenasa, ten podał na długi słupek do niepilnowanego Tomasza Sokołowskiego i tysiące widzów mogło cieszyć się z prowadzenia.
W pierwszej części znakomitą okazję do zdobycia gola miał jeszcze Michał Pulkowski, ale w sytuacji sam na sam z bramkarzem trafił wprost w niego.
Druga połowa była mniej ciekawa, choć kilka akcji mogło się podobać. "Niebiescy" mieli wiele okazji, w których mogli strzelać, ale starali się znaleźć jakieś ciekawsze rozwiązanie. Zawodnicy Stali sprawiali wrażenie przestraszonych, ponieważ często uderzali z okolic 40. metra zamiast spokojnie przeprowadzać atak. Jeden z takich strzałów mógł zakończyć się golem, ale Bogusław Sierżęga minimalnie chybił.
Stal tylko raz zdołała wedrzeć się w pole karne Ruchu. Tym, któremu udało się tego dokonać był Przemysław Pałkus, po którego mocnym strzale piłka wyszła... poza linię boczną boiska. - Nie jesteśmy w stanie dobrze grać przez 90 minut z takim zespołem, jakim jest Ruch Chorzów. Do końca pozostały nam jeszcze trzy mecze, a potem będziemy się zastanawiać, co dalej - mówił po meczu smutny trener "Stalówki", Sławomir Adamus.
Wynik na 2:0 ustalił wprowadzony w 71. minucie meczu za Grażvydasa Mikulenasa Przemysław Łudziński. Napastnik popisał się wspaniałym rajdem lewą stroną boiska. Mijał obrońców jak tyczki i strzałem w długi róg nie dał szans golkiperowi Stali. - Miałem więcej okazji do zdobycia gola, ale cieszę się, że udało mi się wykorzystać, choć jedną. Ciężko powiedzieć skąd wzięła się ta nieskuteczność. Na treningach ciężko pracujemy, a na boisku nam nie wychodzi - zastanawiał się szczęśliwy "Przemo".
Ruch Chorzów 2:0 (1:0) Stal Stalowa Wola
Strzelcy: Sokołowski 38', Łudziński 89'
Żółte kartki: Domżalski - Ławecki, Kasiak
Składy:
Ruch: Paśnik - Osiński, Klaczka, Baran, Makuch - Grzyb, Pulkowski, Bonk, Sokołowski (90' Misiura) - Ćwielong (76' Domżalski), Mikulenas (71' Łudziński).
Stal: Wietecha - Kasiak, Ławecki (63' Krawiec), Wieprzęć, Maciorowski - Pająk, Sierżęga, Drabik, Pałkus (76' Telka) - Stręciwilk (76' Kowalczyk), Iwanicki.
Sędzia: Jacek Walczyński (Lublin)
Widzów: 6.800 (w tym około 150 kibiców gości)