Jeżeli ktoś nie wierzy w przesądy, to po piątkowym spotkaniu Ruchu z Jagiellonią pewnie zacznie zwracać na nie uwagę. Wczoraj piłkarze "Niebieskich" akurat nie zwrócili uwagi na Remigiusza Sobocińskiego, który w pierwszej części gry zdobył - jak się później okazało - zwycięską bramkę dla swojego zespołu. Trener Wleciałowski, by w drugiej połowie odmienić losy spotkania, zdjął z boiska zawodnika z numerem ... 13, Przemysława Łudzińskiego i w jego miejsce wprowadził
Piotra Ćwielonga. Niestety, 20-letni napastnik, podobnie jak reszta drużyny, również nie potrafił się przedrzeć przez skomasowaną obronę gości.
- Jesteś przesądny?
Piotr Ćwielong: - Nie, nie jestem przesądny. No akurat trafił się piątek, 13-stego...
- Do tego graliście spotkanie 13. kolejki...
- No, a spójrz jeszcze za siebie... zjawił się czarny kot (śmiech). Jak pech, to pech... Niestety dzisiaj nam się nie udało osiągnąć zamierzonego rezultatu. W pierwszej i drugiej połowie mieliśmy tyle sytuacji, że powinniśmy strzelić przynajmniej trzy bramki.
- Najbardziej żal chyba tych sytuacji z pierwszej połowy, bo w drugiej Jagiellonia już konsekwentnie broniła wyniku.
- No tak, strzelili bramkę i poczuli, że mogą wywieźć z Chorzowa trzy punkty. Bronili się, bronili, aż w końcu dowieźli wynik do końca.
- Trochę zabrakło wam pomysłu dzisiaj na grę, szczególnie jeśli chodzi o grę skrzydłami.
- Zgadza się. Ja po sobie wiem, że dzisiaj nie czułem się dobrze na boisku. Jakoś chcieliśmy grać środkiem, ale nie udało się. Jak to się mówi, nie zawsze jest niedziela.
- Była szansa na taki spory odskok w górze tabeli.
- Może dobrze, że stało się to teraz, bo chyba sobie za dużo pomyśleliśmy. Teraz może zejdziemy na ziemię i będziemy walczyć, i grać tak, jak poprzednio.
- Niektórzy zbliżyli się zbyt blisko myślami do awansu?
- Pierwsza runda jest po to, aby zdobywać punkty. Dopiero w następnej rundzie krystalizują się grupy, walczące o awans czy uniknięcie spadku. Obecnie takie rozmowy o tym, czy awansujemy są więc przedwczesne. Tak, jak powiedziałem, dopiero na wiosnę będzie można powiedzieć, czy Ruch jest zespołem na miarę ekstraklasy.
- To był wasz najsłabszy mecz w tej rundzie?
- Jeśli biorąc pod uwagę zaangażowanie i wolę walki, to na pewno nie. Wydaje mi się, że graliśmy równo. Po prostu było coś takiego, co nie pozwoliło nam tego meczu wygrać. I mam nadzieję, że już w następnym pojedynku, pokażemy naszym kibicom, że był to tylko wypadek przy pracy.
- Kibice są cały czas z wami. Dzisiaj, pomimo niekorzystnego wyniku, dopingowali was do końca.
- Trzeba im za to podziękować. Przegrywaliśmy 1:0, a kibice nadal wspierali nas na duchu. Tego na Cichej nie było dawno. Czapki z głów w ich stronę.
- Akurat gdy ty wchodziłeś na boisko, kibice po raz pierwszy rozciągnęli największą sektorówkę. Spojrzałeś kątem oka w tą stronę?
- Tak, oczywiście. Powiem szczerze, że nowa flaga robi niesamowite wrażenie.
- Wracając jeszcze na koniec do twojej osoby. Przymierzano Cię do gry w Wiśle Kraków, czy GKS-u Bełchatów, a tymczasem twoja dyspozycja nieco się obniżyła.
- Jak widać, siadam od trzech meczów na ławce rezerwowych, a to nie jest to samo, gdy gra się od początku i nabiera się tego rytmu gry. To było widać w meczu z Jagiellonią. Nie czułem się w wybornej formie, bo wiem że stać mnie na więcej. Trzeba pracować na treningach i głowa do góry.