Piłkarze Ruchu Chorzów są prawdziwymi zdobywcami. Już od sześciu kolejek, co mecz inkasują komplet punktów, dając wszystkim do zrozumienia, że ich cel jest jasno określony i lepiej im nie wchodzić w drogę. W niedzielę przekonał się o tym na własnej skórze rycerz z Zabierzowa.
Do Krakowa, gdzie odbyło się spotkanie pomiędzy Kmitą, a Ruchem zawitało blisko 750 kibiców "Niebieskich". Głośny i żywiołowy - od pierwszych minut meczu - doping podziałał na zawodników z Chorzowa bardzo mobilizująco. Już na samym początku spotkania błąd zabierzańskiej defensywy sprawił, że do piłki dopadł Sokołowski, odegrał do Łudzińskiego, a ten, gdyby lepiej przymierzył, umieściłby piłkę w siatce. Pierwszy poważny sygnał do niepokoju został najwyraźniej zignorowany przez gospodarzy, bo dwie minuty później długie, prostopadłe podanie Przemysława Łudzińskiego wykorzystał Wojciech Grzyb, posyłając piłkę obok bezradnego Artura Sarnata.
Kilka minut później Konrad Cebula znakomicie przedarł się przez szyki obrońców Ruchu i zmusił do interwencji Sebastiana Nowaka. Ta sytuacja dodała nieco skrzydeł piłkarzom Kmity, którzy zaczęli groźnie atakować. W 14. minucie gry Michał Stolarz zagrywał w polu karnym gości piłkę do niepilnowanego Piotra Chlipały, ale ten źle przyjął ją na klatkę piersiową, w efekcie czego zdołał tylko nastraszyć chorzowian.
Niebezpieczne dla obu bramkarzy okazały się także strzały z dystansu. Blisko spojenia słupka z poprzeczką mierzyli Maciej Bębenek i Konrad Cebula, natomiast silne uderzenie Grzegorza Bonka przeleciało nad bramką Kmity. Najładniejszy i najsilniejszy był bez wątpienia strzał z rzutu wolnego z 27 metrów Marcina Klaczki w drugiej połowie meczu, ale Artur Sarnat z wielkim trudem zdołał przenieść piłkę na rzut rożny.
W 24. minucie spotkania Przemysław Łudziński widząc przygotowanego do dośrodkowania bramkarza Kmity, starał mu się posłać piłkę „za kołnierz”, jednak ostatecznie futbolówka wylądowała ... za bramką. W kolejnej akcji znakomicie zachował się Tomasz Sokołowski, zagrywając piłkę do Grażvydasa Mikulenasa, który uderzył w słupek.
Gdyby Ruch rozgrywał swoje mecze na wyjazdach, to Wojciech Grzyb pewnie zostałby królem strzelców, bo w 58 minucie po raz kolejny wpisał się na listę strzelców. Wpisał się, i to przez duże "W". Z lewej strony boiska znalazł się z piłką "Sokół", który wypatrzył w polu karnym popularnego "Grzybka", a ten niemal przedziurawił siatkę, uderzając z całej siły piłkę z woleja! - Krzyknąłem Sokołowi "jedenaście", a on już wiedział co zrobić. Kilka osób wbiegło w bramkę, on zagrał piłkę jak profesor, a ja od razu uderzyłem na bramkę, chociaż początkowo chciałem ją przyjmować – opowiadał po meczu szczęśliwy strzelec bramki.
W dalszej części meczu nadal wspaniale dyrygował grą Tomasz Sokołowski. W 67. minucie rozegrał on "klepkę" z Mikulenasem, jednak najlepszy strzelec Ruchu z poprzedniej rundy trafił obok słupka. W odpowiedzi Maciej Bębenek znów szukał szczęścia uderzając z dystansu, ale znów kilka centymetrów nad bramką.
Kiedy już wydawało się, że Sebastian Nowak zachowa w tym spotkaniu czyste konto, honorowe trafienie, po błędzie Marcina Klaczki, uzyskał wprowadzony w 71 minucie meczu Piotr Kajda.
Kmita Zabierzów 1:2 (0:1) Ruch Chorzów
Strzelcy: Kajda 90' - Grzyb 3', 58'
Żółte kartki: Zawadzki, Krauz, Kaliciak, Kocis - Grzyb
Składy:
Kmita: Sarnat - Krauz, Pokrywka, Gawęcki, Kaliciak - Bębenek, Zawadzki, Kocis, Stolarz (70' Suchan) - Chlipała (69' Kajda), Cebula.
Ruch: Nowak - Makuch, Klaczka, Balul, Osiński - Grzyb, Bonk, Baran, Sokołowski - Łudziński (54' Ćwielong), Mikulenas (76' Misiura).
Sędzia: Piotr Pielak (Warszawa)
Widzów: 2.000 (w tym około 750 kibiców Ruchu)