- Nic nie wskazuje na to, bym 11 stycznia miał się nie pojawić na pierwszym treningu Ruchu - deklaruje napastnik "Niebieskich", dla którego przełom roku nie był czasem najszczęśliwszym.
Andrzej Niedzielan nie będzie wspominał dobrze ostatniego dnia 2009 roku. Jego podkrakowski dom stał się celem ataku złodziei. - Nie chciałbym robić z tego wydarzenia tragedii. Najważniejsze, że rodzina jest zdrowa i wszystko układa się bardzo dobrze. W tym okresie takie rzeczy mają, niestety, miejsce. W moich rodzinnych Żarach było kilkanaście włamań na przełomie roku, a to przecież niewielka miejscowość. Złodzieje nie mają urlopów - mówi w rozmowie z dziennikiem "Sport" napastnik chorzowskiego Ruchu.
Łupem złodziei padło kilka cennych przedmiotów. - Ewidentnie szukali pieniędzy, ale takich rzeczy w tym miejscu się nie trzyma. Dom był przewrócony do góry nogami. Z wartościowych przedmiotów zabrali biżuterię i laptopy. Do tego wybite okno, zniszczone drzwi... Widać, że dom był pod obserwacją, bo okradli też sąsiada. Byliśmy wtedy z żoną w Jeleniej Górze, szykowaliśmy się do wyjazdu do Dubaju, tymczasem trzeba było wracać do Krakowa zabezpieczyć dom i załatwić formalności na policji. Plany trzeba odłożyć na inny termin - opowiada "Wtorek".
Nadal nie wiadomo na 100%, gdzie Niedzielan będzie grał wiosną. - Jeżeli dostanę propozycję kontraktu nie do odrzucenia, takiego, który pod każdym względem powali mnie na kolana, to prawdopodobnie wtedy i tylko wtedy, rozstaniemy się z Ruchem. Wierzę, że każdy by taką decyzję zrozumiał. Dlatego nie składam jednoznacznych deklaracji, bo równie dobrze może się to wydarzyć za tydzień lub dwa. Może, ale nie musi. Do dziś żadna oferta, a mam ich naprawdę bardzo dużo, nie skłoniła mnie nawet do zastanowienia się czy warto opuścić zimą Chorzów. Żadna z nich nie jest konkurencyjna dla Ruchu - zapewnia.
Zdaniem byłego gracza Wisły Kraków najbardziej prawdopodobne jest pozostanie w Chorzowie na rundę wiosenną, a co później? - Wszystko wchodzi w rachubę. Ruch przygotował już ofertę nowego kontraktu. Akurat na to jest jeszcze czas. Dziś cieszy mnie, że nie będzie wyprzedaży klubu. Przecież były takie sygnały. To też ważne, bo mamy poczucie, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, ale jest wykonana w połowie. Druga, trudniejsza przed nami i nie chciałbym, by Ruch przystąpił do niej osłabiony - wyjaśnia.
Więcej w dzienniku "Sport"