Ostatnie dni 2009 roku dla trenera Ruchu Chorzów Waldemara Fornalika są wyjątkowe. Pierwszy raz w życiu szkoleniowiec, z bogatym przecież doświadczeniem, został wybrany "Trenerem Roku". - 13 grudnia, trzymając w rękach statuetkę, przypomniałem sobie moje myśli, gdy z przejętym 27 kwietnia zespołem Ruchu Chorzów jechałem do Warszawy na mecz Pucharu Polski - mówi Waldemar Fornalik. - "Po co mi to było" - kołatało mi się wtedy po głowie. Miałem spokój. Biegałem po lesie. Oglądałem mecze w telewizji. Komentowałem spotkania. A tu taki ciężar wziąłem na swoje barki.
Zastanawiałem się, czy jestem go w stanie udźwignąć. Przecież Ruch to klub, w którym się wychowałem jako piłkarz, w którym jako drugi trener zaczynałem swoją trenerską pracę. Nie wiem, czy słowa "podwójna odpowiedzialność" oddają to, co wtedy czułem. W dodatku działacze na pierwszym spotkaniu ze mną stwierdzili: - "Wystarczy wygrać z Piastem Gliwice i ŁKS Łódź, a utrzymanie będziemy mieć w kieszeni". Nie poszedłem jednak tym tokiem myślenia. Przekonywałem zawodników, że w każdym meczu trzeba walczyć o jak najlepszy wynik. I właśnie pucharowe zwycięstwo 1-0 w Warszawie z Legią 29 kwietnia dodało sensu moim słowom. Chyba to był ten najważniejszy mecz, po którym wszyscy uwierzyli, że damy radę. Zremisowaliśmy z Lechem Poznań, wygraliśmy rewanż z Legią, awansując do finału Pucharu Polski i choć nie wygraliśmy z Piastem - w Chorzowie padł bezbramkowy remis - to przywieźliśmy z Gdyni trzy punkty za zwycięstwo z Arką. Nie wybił nas też z uderzenia przegrany finał Pucharu Polski z Lechem, bo po nim wygraliśmy z ŁKS Łódź i przypieczętowaliśmy pozostanie w ekstraklasie. Wykonałem swoje zadanie.
Jesienią było jeszcze lepiej. - Duet Niedzielan - Sobiech stał się odkryciem ligi. Zresztą cały zespół "wypalił". Od Pilarza w bramce, z obrońcami Nykielem, Grodzickim, Brzyskim i Sadlokiem, który przebił się do reprezentacji, z Grzybem, Baranem i Straką w drugiej linii, po Janoszkę, z którego zrobiłem lewego pomocnika oraz wchodzących z ławki Jakubowskiego i Pulkowskiego stworzyliśmy kolektyw. Mieliśmy szczęście, bo omijały nas kontuzje i teraz możemy się cieszyć. Miejsce Ruchu w tabeli, awanse w Pucharze Polski i tytuł "Trenera Roku 2009", choć wypisany na moje nazwisko, to zasługa zawodników i ludzi, którzy ze mną współpracują. Tomek Fornalik, Rysiek Kołodziejczyk, Leszek Dyja i Paweł Larysz oraz doktor Wielkoszyński też mają swój kawałek w tej nagrodzie - wylicza szkoleniowiec "Niebieskich".
Jak trener Fornalik spędza święta? - Tradycyjnie - rodzinnie. Z żoną Katarzyną i synami Pawłem i Jakubem. Wigilia u teściów w Świętochłowicach. Pierwszy dzień świąt też spędzimy u teściów, a na drugi dzień wybierzemy się do moich rodziców, którzy mieszkają pod Myślenicami. Świąteczne siedzenie odreagujemy natomiast na Kubalonce. Kasia znakomicie zjeżdża na nartach, ale od roku wolimy biegać. Zaraziłem się tą formą ruchu od teścia i Kasia też polubiła biegówki. Rok temu zaczęliśmy nasze bieganie na Kubalonce i w tym roku na pewno wrócimy na te trasy - zdradza.
Wszystko po to, żeby nabrać sił przed kolejnym piłkarskim rokiem. - Przed rundą jesienną, na pytanie o cel Ruchu, odpowiedziałem, że chcemy sprawić naszym kibicom miłą niespodziankę i zająć dobre miejsce w tabeli - przypomina Waldemar Fornalik. - Sprawdziło się. Myśląc o 2010 roku życzę sobie, żeby udało się nam wzmocnić drużynę i powalczyć o pierwszą trójkę.
źródło: Sport / Niebiescy.pl