Turniej charytatywny "Piłkarze Dzieciom" znów zakończył się sukcesem. Jeszcze w jego trakcie przekroczono sumę 25 tysięcy złotych, a pieniądze nie zostały jeszcze dokładnie policzone. Dość powiedzieć, że w poprzednich trzech edycjach zebrano łącznie 50 tys. zł.! Główny inicjator turnieju,
Wojciech Grzyb podzielił się z nami wrażeniami po niedzielnej imprezie. - Osiągnąłem pełnię szczęścia! Już teraz zapraszam na piątą edycję! - raduje się popularny "Grzybek", z którym porozmawialiśmy także o znakomitej rundzie Ruchu.
Jak się czujesz po kolejnej edycji turnieju? Powody do zadowolenia chyba są, bo już teraz wiadomo, że zebrano rekordową sumę pieniędzy.
Wojciech Grzyb: - Na pewno padł rekord indywidualny rekord gadżetu. Koszulka Mariusza Czerkawskiego została sprzedana za 2550 zł i pobiła trykot Raula, który dwa lata temu zlicytowaliśmy za 2500 zł. Nie spodziewałem się tego i nie spodziewałem się też, że ta czwarta edycja będzie jeszcze lepsza niż poprzednie. Nieoficjalnie zebraliśmy więcej pieniążków i inne było przesłanie, bo w tym roku mówiliśmy o chorobach, które są nieuleczalne. Chcemy, by ktoś się tym zajął. Zdrowie dzieci poszkodowanych przez los jest najważniejsze. Frekwencja dopisała, kibice i widowisko sportowe też. Doszło do niespodzianki, bo Naprzód wygrał z Ruchem 89 w półfinale. W finale niespodzianki już nie było. Właściwie osiągnąłem pełnię szczęścia.
Hala znów zapełniła się widzami, wśród których przeważali kibice Ruchu z Twojego rodzinnego miasta.
- Cieszę się, że kibice z Mysłowic i okolic mogli się wypromować, bo sami śpiewają "hej Mysłowice, najlepsi Ruchu kibice". To nie było celem turnieju, ale ważne jest, by fani Ruchu rośli w siłę. Są dzielnice Mysłowic, które są niebieskie i z tego powodu jestem bardzo zadowolony.
Fani zaprezentowali oprawę na Twoją cześć. Pokazali ją w momencie, gdy wyszedłeś na parkiet, by zagrać w meczu finałowym. Podziwiałeś choreografię podczas gry, czy dopiero później na zdjęciach?
- Niestety pod wpływem emocji nie zauważyłem jej. Kiedy przypomnę sobie mecz z Jagiellonią Białystok, na którym zadebiutowała wielka sektorówka rozciągnięta na całą prostą, to też jej nie zauważyłem! Tak jestem zaangażowany w grę. Mimo, iż turniej był zabawowy, też mi się nie udało. Chciałbym za waszym pośrednictwem podziękować im. Na pewno zrobię to jeszcze nie raz. Dziękuję im za wielkie wsparcie. Oni wiedzą, że jakiś czas temu na stulecie mysłowickiego klubu pseudokibice GKS-u Katowice wręcz przeciwnie mnie potraktowali. Wiedząc, że jako wychowany w Mysłowicach promuję Ruchu Chorzów, skupili się na mojej osobie. Mi to zupełnie nie przeszkadzało i przeszedłem nad tym do porządku dziennego. W niedzielę była dobra odpowiedź i mam nadzieję, że odbije się to odpowiednim echem wśród kibiców GKS-u. Bo szczytny cel jest najważniejszy, a nie to, by kogoś obsmarować. Ja tym ludziom nigdy nic nie zrobiłem, a oni skalali moje dobre imię. Cieszę się, że kibice Ruchu, a ja zresztą byłem i jestem jednym z nich, poświęcili oprawę mojej osobie. Mogę im tylko podziękować.
Co roku przyjeżdżają do Mysłowic wielkie gwiazdy. Była szansa, by pojawił się "Gucio" Warzycha. Niestety nie udało się, ale pojawiły się inne znane postaci, jak chociażby Mariusz Czerkawski.
- To jest bardzo budujące, że zaproszenia przyjmują znane nazwiska. "Gucio" ma swoje sprawy, został niedawno asystentem trenera Panathinaikosu. Prowadzi swoje życie w Grecji, był tutaj tylko na chwilę i trudno żeby specjalnie został na dłużej. Gdyby była taka okazja, to na pewno bym to wykorzystał. Były inne wielkie nazwiska z Ruchu z 1989 roku. Nie mogło przyjechać także kilka osób z obecnej drużyny, ale nie mam sumienia, aby zabierać im czas, który mogą spędzić z rodziną. Udało się nam jednak wygrać, ale to był taki marginalny cel. Już teraz zapraszam wszystkich za rok, bo naprawdę warto organizować takie imprezy.
Udało się w niedzielę i udało się też w piątek. Turniej był zakończeniem znakomitej rundy Ruchu?
- Patrząc na sportowy aspekt, ten niedzielny turniej był potwierdzeniem tego, że na jesień Ruchowi wiele się udawało. Nie widziałem innej możliwości, niż wygrać w piątek z Piastem, bo zawiedliśmy siebie i kibiców w meczu z Wisłą. Była szansa, żeby tego spotkania nie przegrać, a może nawet wygrać. Brakuje nam trochę do tych klasowych zespołów, ale robimy wszystko, aby to się zmieniło. Mam nadzieję, że na wiosnę będziemy postrachem najlepszych.
Brakuje Wam sporo do prowadzącej Wisły, ale całkiem niewiele do miejsc gwarantujących grę w europejskich pucharach. Wiosną z tymi drużynami zagracie u siebie, a Cicha jest Waszym ogromnym atutem.
- Lech Poznań, który miał zupełnie inne aspiracje niż Ruch Chorzów, jest w tym samym miejscu co my. Ma lepsze bramki i wygrał z nami mecz bezpośredni, ale na wiosnę przyjeżdża do Chorzowa. Podobnie GKS Bełchatów i Legia Warszawa. Nie wiem, co zrobią działacze, ale dla nas cel minimum to ugrać coś z tą czołówką. Będziemy mieli trzy okazje. Myślę, że jakieś punkty na pewno zrobimy, bo nasza ambicja została podrażniona.
Przez całą rundę podkreślaliście, że nie patrzycie na miejsce w tabeli, tylko skupiacie się na kolejnym meczu. Tymczasem na półmetku (po 15 meczach) zajęliście miejsce premiowane grą w Lidze Europy. Myślicie już o walce o grze w pucharach?
- Nadzieje bardzo łatwo rozdmuchać, a później ciężko je tonować. Powiedziałem już po meczu w Wodzisławiu, że czekamy na ruch działaczy. Chcielibyśmy bardzo grać o najwyższe cele, ale to się okaże dopiero w styczniu czy w lutym, w czasie przygotowań i okienka transferowego. Zobaczymy, kto przyjdzie, kto odejdzie, czy będziemy silniejsi, czy słabsi. Tego nie wiemy tak naprawdę. Nie zaryzykuję stwierdzenia, o co będziemy grali wiosną. To jest wielki znak zapytania.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)