Jarosław Paśnik (bramkarz Ruchu):
- Zaczęliśmy dobrze, szkoda że nie utrzymaliśmy tego do końca pierwszej połowy. Później w nasze szeregi wkradło się trochę chaosu. Staraliśmy się to jakoś wyregulować, ale gra nam się nie układała. Łomża z każdą minutą napierała, ale udało się zejść do szatni z prowadzeniem. Druga połowa nie zaczęła się po naszej myśli. Pomocnik ŁKS-u dostał prostopadłe podanie z głębi pola i w sytuacji "sam na sam" strzelił gola. Później dołożyli jeszcze jednego i musieliśmy odrabiać straty. Graliśmy dzisiaj u siebie nie swoimi piłkami, jeżeli w ogóle może mnie to w jakiś sposób usprawiedliwiać. Te piłki są bardzo szybkie i bardzo ciężkie dla bramkarza. Ciężko było je przytrzymać i grać szybko. Przyzwyczaiłem już się do takich reakcji kibiców, ale są na pewno tacy, którzy są za mną i dziękuję im za to. Za tydzień gramy z liderem, a ja zdecydowanie bardziej wolę grać z lepszymi przeciwnikami niż tymi teoretycznie słabszymi. Oni zwykle grają bardzo defensywnie i czekają na okazje do kontr. Zawisza na pewno zagra ofensywnie i mecz ten pokaże nam kto jest lepszy w piłkę.
Wojciech Grzyb (pomocnik Ruchu):
- Ważne "som trzi fleki". Strasznie "my to wytargali" z gardła. Dzisiaj dopiero się okazało, że mecz z Polonią fajnie się grało i fajnie oglądało, ale kosztował nas on dużo sił. Wiem po sobie, bo dzisiaj do każdej przebieżki musiałem się zmuszać. Całe szczęście, że udało nam się dziś wygrać, bo remis by nas nie satysfakcjonował. W pewnym momencie było widać po chłopakach, że są lekko zawiedzeni, ale udało mi się ich zmobilizować. "Straciłech" głos, siły, wszystko "żech dzisiej stracił".
Grzegorz Bonk (pomocnik Ruchu):
- Nie mam już żadnych problemów ze zdrowiem, więc mogę grać. Dzisiejszy mecz rozpocząłem jednak na ławce rezerwowych, ale trener wpuścił mnie w drugiej połowie na boisko. Nie powinniśmy dzisiaj dopuścić do takiego horroru, który miał miejsce po utracie drugiej bramki. Graliśmy słabszy mecz, dlatego bardzo cieszymy się ze zdobytych punktów, szczególnie z taką drużyną jak Łomża.
Tomasz Sokołowski (pomocnik Ruchu):
- Wiedzieliśmy, że Łomża jest niewygodnym przeciwnikiem. Zagrała dobre mecze z Jagiellonią i Zawiszą, czyli drużynami z góry tabeli. Każdy mecz grają na wyjeździe i nie mają nic do stracenia. Cieszą nas trzy punkty, dalej jesteśmy w "czubie". Gramy dla siebie i dla kibiców, których serdecznie zapraszam w sobotę na mecz z Zawiszą.
Mariusz Marczak (pomocnik ŁKS-u):
- W szatni powiedzieliśmy sobie, że wychodzimy w pełni zaangażowani. Wygrywając 2:1 nie możemy po raz kolejny tracić takich bramek. W trzecim kolejnym meczu się tak zdarza. Na pewno brakuje nam sił przez te dalekie wyjazdy. Nie mamy stadionu, dlatego dzisiaj graliśmy jako gospodarz, 500 kilometrów od domu. Co cztery dni "zapierdzielamy" z jednego końca Polski na drugi, więc musi się to odbić na zdrowiu.