Andrzej Niedzielan zapewnił na swoim blogu w portalu Weszlo.com, że po strzelonej w niedzielę bramce nie krzyczał nic do trenera Skorży. "To podobno skandal, że przebiegłem koło ławki rezerwowych Wisły. A niby którędy miałem przebiec, żeby było dobrze? Może najlepiej, gdybym w ogóle się nie cieszył? Może miałem zapłakać? Przeprosić? Pokajać się? Położyć? Niektórym się nigdy nie dogodzi. Jak byłem w Wiśle i nie grałem, to podobno byłem darmozjadem, który tylko liczy pieniądze. Gdy udowodniłem, że to nieprawda i odszedłem do Ruchu, to podobno miałem nie potrafić grać w piłkę. Okazało się, że potrafię. To teraz nawet nie mogę się cieszyć. A już najlepsza jest plotka, że przed meczami z czołówką tabeli specjalnie łapię chorobę i nie gram. Tak, jasne, pół świata jest chore na grypę, tylko ja nie mogę. Bo jak ja choruję, to na pewno ze strachu. Całą noc stałem na mrozie w samej koszulce, żeby tylko mnie coś złapało." - napisał.
"Wtorek" odniósł się także m.in. do swojego kontraktu z Ruchem. "Teraz mecz z Piastem, potem odpoczynek i moment na zastanowienie się, co dalej. Nie ukrywam, że z każdym dniem dostaję coraz więcej propozycji, z przeróżnych klubów i z przeróżnych kierunków. Doszło też do pierwszej rozmowy z Ruchem, na temat pozostania. Na razie mam w kontrakcie zapis, który gwarantuje mojemu obecnemu klubowi, że na pewno na mnie nie straci (a przyszedłem za darmo, z kartą na ręku). Mianowicie jeśli miałbym odejść zimą, Ruch dostałby dokładnie dwa razy tyle pieniędzy, ile w Chorzowie do dnia odejścia zarobię. Myślę, że to układ fair. Ale raz jeszcze podkreślam - nie wiem, co się wydarzy i nie wiem, co postanowię." - wyjaśnił.
Więcej w portalu Weszlo.com
fot. M. Miler