Drużyna Ruchu Chorzów przyprawiła niemal o zawał serca swoich kibiców. W 65. minucie obrona "Niebieskich" straciła w meczu z Łomżą już drugą bramkę, co na ten moment dawało rywalom zwycięstwo. Ostatecznie chorzowianie zdołali nadrobić straty z nawiązką, ale defensorzy Ruchu – z
Wojciechem Myszorem w szeregach - mogli czuć się niepocieszeni ze swej postawy.
-
Horrory można oglądać nie tylko w kinie. Najlepszym tego przykładem był dzisiejszy mecz.
Wojciech Myszor: - No, na pewno. Po bardzo dobrym spotkaniu z Polonią Warszawa w Pucharze Polski wypadł słabszy mecz w naszym wykonaniu. Drużyna przeciwna postawiła nam wysokie warunki i bardzo dobrze dzisiaj zagrała.
-
Mówiło się, że zespół z Łomży przyjedzie się do Chorzowa bronić. Ale tak naprawdę łomżanie w spotkaniu z Ruchem pokazali, że ich pozycja w tabeli nie odzwierciedla umiejętności.
- Ich miejsce w tabeli jest z pewnością mylne, bo dzisiaj zagrali bardzo otwarcie, praktycznie na trzech napastników. W obronie broniliśmy dostępu do bramki kryjąc "jeden na jednego". Widać, że piłkarze z Łomży nie mieli zamiaru się bronić, a chcieli to spotkanie wygrać.
-
Przy kontrach drużyny gości, musieliście się dzisiaj w obronie sporo nabiegać.
- Oczywiście. Jeżeli zespół przeciwnika gra z kontry, to od nas jeden obrońca musi podejść do przodu. To powoduje, że z tyłu brakuje nam jednego defensora i trzeba sporo biegać, tym bardziej, gdy każdy obrońca musi pokryć jednego zawodnika. A trzeba przyznać, że zawodnicy Łomży byli dziś bardzo groźni.
-
Skąd te błędy w obronie?
- Ciężko powiedzieć. Najlepiej to zweryfikuje materiał wideo. Niemniej piłkarze z Łomży dobrze wrzucali piłki na wolne pole, gdzie później nabiegali. W takiej sytuacji nabiegający napastnik zawsze ma większe szanse wyprzedzić obrońcę, który musi czyhać na jego ruch we własnym polu karnym.
-
Ostatnio nie za często miał pan okazję grać od pierwszych minut. Myśli pan, że to się zmieni?
- Trudno powiedzieć. Po meczu w Pucharze Polski byłem zadowolony, a dzisiaj... Trudno mi powiedzieć, jak mój występ zostanie oceniony przez trenera. Trener robi roszady w składzie i trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność.
-
Dzisiaj w pana miejsce wszedł Marcin Makuch. Może to jednak znak, że trener znów wróci do poprzedniego ustawienia (z Makuchem na prawej stronie – przyp. red)?
- To może być bardzo prawdopodobne. Zobaczymy, co będzie.
-
Skoro dzisiaj kibice przeżyli taki dreszczowiec, to co będzie w spotkaniu z Zawiszą (2) Bydgoszcz?
- Na pewno obie drużyny pokażą otwartą piłkę, a to oznacza że szykuje się niezłe widowisko. Myślę, że pokażemy na co nas stać, bo zwykle po słabszym występie przychodzi ten lepszy.