Horror z happy endem - tak można określić sobotnie spotkanie ŁKS-u Łomża z Ruchem Chorzów. "Niebiescy" szybko objęli prowadzenie za sprawą Grzegorza Misiury i wydawało się, że kolejne bramki będą tylko kwestią czasu. W ich grę wkradło się sporo niedokładności i gospodarze (ŁKS nie posiada odpowiedniego stadionu, dlatego dzięki uprzejmości działaczy Ruchu mecz odbył się w Chorzowie - przyp. serwis) doprowadzili najpierw do wyrównania, a później objęli prowadzenie. Ostatecznie po walce do ostatnich minut, chorzowianie dopisali do swojego konta kolejne trzy punkty.
Pierwszy gwizdek sędziego był sygnałem do ataku dla piłkarzy Ruchu. Już w 3. minucie Wojciech Grzyb był bliski pokonania Kamila Ulmana, ale jego strzał z dystansu o milimetry minął słupek bramki. Po chwili rzut wolny wykonywał Michał Osiński, który znakomicie wprowadził się do drużyny i stał się pewnym punktem defensywy. Do piłki najwyżej wyskoczył Grzegorz Baran, lecz uderzył niecelnie.
W 11. minucie "Niebiescy" prowadzili 1:0. Wojciech Grzyb świetnie przedarł się prawą stroną i zagrał wzdłuż linii trzeciego metra. Podanie zamierzał przeciąć bramkarz, ale wypuścił on piłkę z rąk i przy dobitce Grzegorza Misiury nie miał już szans na obronę.
6.000 kibiców spodziewało się kolejnych bramek, ale piłkarze Ruchu zamiast zmuszać przeciwnika do błędów, sami zaczęli je popełniać. Gospodarze coraz częściej zaczęli dochodzić do głosu, ale strzały Zubrzyckiego (strzał wysoko nad poprzeczką) i Marczaka (pewna obrona Jarosława Paśnika) nie dały zamierzonego efektu. "Niebiescy" starali się cały czas atakować, ale dogodnych okazji na podwyższenie wyniku było jak na lekarstwo.
Po blisko dwóch kwadransach arbiter główny odgwizdał faul na Wojciechu Grzybie. Do piłki ustawionej kilka metrów za narożnikiem pola karnego podeszli Przemysław Łudziński i Michał Osiński. Piłkę uderzył ten pierwszy, ale golkiper ŁKS-u nie miał większych problemów z wyłapaniem futbolówki. Kilka minut później świetną okazję zmarnował "Przemo", który mając przed sobą tylko bramkarza strzelił wprost w jego ręce. Tuż przed przerwą na strzał zza pola karnego zdecydował się Tomasz Sokołowski. Efekt? Piłka wylądowała na poprzeczce bramki Kamila Ulmana i wyszła na aut!
Na początku drugiej części spotkania zespół ŁKS-u, który przed meczem skazywany była na porażkę, strzela gola wyrównującego. Świetnym prostopadłym podaniem obsłużony został Jacek Dąbrowski, który pewnym strzałem w długi róg pokonał bezradnego Jarosława Paśnika. "Niebiescy" zaskoczeni takim obrotem sprawy 15 minut później tracą kolejnego gola! Tym razem niepilnowany Rafał Bałecki głową umieścił piłkę w siatce.
Chorzowianie wiedząc, że zarówno Zawisza (2) Bydgoszcz jak i Jagiellonia Białystok wygrały swoje mecze, rzucili się do szaleńczych ataków. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Wojciech Grzyb zainicjował akcję prawą stroną boiska dokładnym podaniem do Grzegorza Bonka, ten odegrał piłkę do świetnie ustawionego Tomasza Sokołowskiego, który strzałem lewą nogą doprowadził do wyrównania.
W 80. minucie nastąpił upragniony moment. "Niebiescy" ponownie objęli prowadzenie! Wojciech Grzyb zagrał piłkę po ziemi, ta odbiła się jeszcze od któregoś z zawodników i wpadła do bramki! Po meczu trwały dyskusję czy był to gol samobójczy czy też strzelił go Przemysław Łudziński, co jednak nie miało znaczenia dla szczęśliwych chorzowian. - Straciłech głos, siły, wszystko żech dzisiej stracił. Ważne som trzi fleki - godoł po śląsku uradowany Wojciech Grzyb.
ŁKS Łomża 2:3 (0:1) Ruch Chorzów
Strzelcy:
Dąbrowski 49', Bałecki 65' - Misiura 11', Sokołowski 73', Łudziński 80'
Żółte kartki:
Janicki, Marczak, Łuba - Łudziński, Klaczka, Bonk
Czerwona kartka:
Łuba 87' (za drugą żółtą kartkę, ŁKS Łomża)
Składy:
ŁKS: Ulman - Kowalski, Galinski, Janicki, Dąbrowski, Strózik, Marczak, Głowacki (84' Bzęga), Zubrzycki (74' Bacławski), Rybski, Bałecki (67' Łuba).
Ruch: Paśnik - Osiński, Balul (58' Bonk), Klaczka, Myszor (85' Makuch) - Grzyb, Pulkowski, Baran, Sokołowski - Łudziński, Misiura (67' Domżalski).
Sędzia: Mariusz Trofimiec (Kielce)
Widzów: 6.000