Marek Motyka miał precyzyjny plan, jak ograć "Niebieskich". Dobra wiadomość dla fanów Ruchu jest taka, że były już trener Korony Kielce nigdy nie sprawdzi, czy jego pomysły okazałyby się skuteczne. - Nie spodziewałem się, że zostanę zwolniony. Byłem na ostatnim meczu Ruchu we Wronkach [1:3 z Lechem Poznań - przyp. red.]. Analizowałem też wcześniejsze spotkania. To dojrzały zespół, w którym trudno znaleźć słaby punkt. Piłkarze są świadomi swojej siły, a ich zagrania przemyślane. Zrobili duży postęp. Weźmy takiego Macieja Sadloka. Pamiętam go z ubiegłorocznych rozgrywek - dobre mecze przeplatał słabymi. A teraz trudno złapać go na jakiejś gafie. Ważny dla defensywy jest też drugi ze stoperów czy Rafał Grodzicki. Nie zapominajmy też o kryjących. Krzysztof Nykiel i Tomasz Brzyski są szybcy, nieustępliwi i na dodatek mają pomysł na grę. Podoba mi się też linia pomocy. Chłopcy nigdy nie panikują - mówi były szkoleniowiec kielczan.
Jaki Motyka miał pomysł na Ruch? - Wyeliminować ich boki. Zatrzymać Wojciecha Grzyba, Brzyskiego, Łukasza Janoszkę. Druga sprawa to sposób na Niedzielana. Obrońcy nie mogą grać zbyt daleko od bramkarza. Szybki Niedzielan zaraz wskoczy w tę lukę i objedzie. A w ataku trzeba ich nękać kontrami. Lech pokazał, że piłkarze Ruchu nie zawsze radzą sobie z pressingiem - wyjawia.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice / Niebiescy.pl