Kibice, którzy pomimo fatalnych warunków atmosferycznych zjawili się we wtorek na stadionie Ruchu, nie mieli czego żałować. Dyrygowana przez Marka Wleciałowskiego drużyna zagrała jak z nut, a efekt w postaci sześciu strzelonych bramek pozwolił jej awansować do dalszej fazy rozgrywek Pucharu Polski.
Na ponad dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania na Śląsk zawitała potężna ulewa. Szybko zalane zostały ulice okolicznych miast, a także murawa chorzowskiego stadionu. Dość powiedzieć, że w czasie gdy piłkarze Polonii zmagali się z problemami na drodze, na Cichej głowiono się czy spotkanie dojdzie do skutku. – Mecz rozpocznie się godzinę później albo zostanie przełożony na jutro – informowano na klubowym korytarzu. – Sędzia dziesięć minut przed rozpoczęciem spotkania oceni czy murawa nadaje się do rozegrania meczu i dopiero wtedy poznamy decyzję – ucinał wszelkie spekulacje Krzysztof Hermanowicz.
Ostatecznie, mecz rozpoczął się zgodnie z planem. Już w pierwszej minucie podanie Przemysława Łudzińskiego źle wykorzystał Grzegorz Misiura i w konsekwencji "Poloniści" zdołali wybić piłkę na rzut rożny. Przywołany już do tablicy Misiura znakomicie złożył się do strzału kilka minut później, ale jeszcze lepiej obronił piłkę Żankarlo Simunić. A wracając do warunków pogodowych, skrzętnie próbował je wykorzystać Michał Pulkowski, lecz jego uderzenia z dystansu nie znajdowały drogi do siatki rywala.
Lepiej szło za to Pulkowskiemu w dogrywaniu piłek do partnerów. W 21. minucie spotkania doskonale obsłużył on podaniem Przemysława Łudzińskiego, który urwał się spod opieki zdezorientowanych obrońców Polonii i pewnie umieścił futbolówkę w siatce.
Na kolejne trafienie nie trzeba było długo czekać. Tym bardziej, że warszawianie sami dawali ku temu okazję zawodnikom Ruchu. W 26. minucie gry Wojciech Grzyb, w swoim stylu, posyła dokładną centrę na głowę Łudzińskiego, a ten bez najmniejszych problemów zdobywa drugą bramkę dla "Niebieskich". – Cieszą kolejne dwie bramki na moim koncie, ale szkoda, że nie udało się wreszcie ustrzelić hat-tricka – mówił Łudziński, który na trzecie trafienie mógł zapracować chwilę później, ale jego uderzenie z kilku metrów wybił Simunić. Bramkarz Polonii nie miał jednak szczęscia, bo piłka trafiła pod nogi rozpędzonego Misiury, który mocnym strzałem podwyższył rezultat spotkania.
O tym, jak wielką przewagą dysponował Ruch może świadczyć fakt, iż w pierwszej części gry piłkarze Polonii nie oddali na bramkę Sebastiana Nowaka ani jednego, celnego strzału! Tymczasem chorzowianie, nękali jeszcze w tej połowie golkipera gości uderzeniami Grzyba, Misiury, Łudzińskiego i Barana.
Po zmianie stron chorzowianie grali dalej swoje. 50. minuta przyniosła "Niebieskim" już czwartego gola. Mający niespożyte zapasy sił, Wojciech Grzyb pognał prawą stroną boiska, dostrzegł w polu karnym Grzegorza Misiurę, któremu już nie pozostało nic innego, jak wpakować piłkę do siatki. W 57. minucie chwilowe przebudzenie zanotowali "Poloniści". Z dystansu uderzał Konrad Gołoś, ale pewnie obronił Sebastian Nowak. Chwilę później trener Wleciałowski zdecydował się na zmiany. Boisko opuścili Misiura i Łudziński, a w ich miejsce pojawili się Domżalski z Brzozowskim.
I to właśnie młody "Brzoza" miał spory udział przy piątej bramce dla Ruchu. Kiedy na stadionowej „Omedze” widniała już 62. minuta wychowanek „Niebieskich” zapędził się przed pole karne Polonii, kiwnął jednego z obrońców i zagrał na lewą stronę do Michała Pulkowskiego. Popularny "Pulo" poprowadził jeszcze piłkę kilka metrów, poczym z całej siły uderzył na 5:0!
Ten, kto pomyślałby, że Ruch opadł już chwili z sił był w grubym błędzie. Zaraz po wznowieniu gry Grzyb, Sokołowski i Brzozowski na pełnych obrotach rozpoczęli walkę o każdy centymetr boiska! Na efekty trzeba było czekać do 80. minuty spotkania. Popularny "Grzybek" posłał piłkę wzdłuż linii bocznej boiska, dobiegł do niej Brzozowski, idealnie wyłożył futbolówkę niepilnowanemu Sokołowskiemu, a ten zmienił jej kierunek, wprost do bramki.
A Polonia? W 70. minucie Krzysztof Bąk nie wykorzystał dogodnej sytuacji sam na sam z bramkarzem Ruchu (ustawionego na 14. metrze). - Zawodnik Polonii chyba się wystraszył, bo miał po prawej stronie kolegę z drużyny. Podjął złą decyzję, a jestem zadowolony, że zapobiegłem utratcie bramki – cieszył się Sebastian Nowak. Apogeum nieporadności ze strony Polonii nastąpiło w 75. minucie. Wtedy to Sebastian Olszar nie wykorzystał rzutu karnego, po faulu Wojciecha Myszora na Kamilu Kuzerze.
- Puchar jest nasz, bo puchar nam się należy – śpiewali we wtorek kibice, którzy mimo "przymusowego prysznica z nieba", mieli po końcowym gwizdku sędziego sporo radości na twarzy. Teraz chorzowian czeka prawdziwy sprawdzian umiejętności, bowiem w kolejnej rundzie na podopiecznych Marka Wleciałowskiego najprawdopodobniej będzie czekała Wisła Kraków. Żal tylko, że to spotkanie odbędzie się na wyjeździe...
Ruch Chorzów 6:0 Polonia Warszawa
Strzelcy:
Łudziński 21', 26', Misiura 29', 52', Pulkowski 62', Sokołowski 79'
W 75. minucie Sebastian Olszar (Polonia) nie wykorzystał rzutu karnego (uderzył obok słupka).
Żółte kartki:
Misiura - Bartoszewicz, Olszar
Składy:
Ruch: Nowak - Osiński, Klaczka, Balul, Myszor - Grzyb, Pulkowski, Baran, Sokołowski - Misiura (60' Domżalski), Łudzinski (60' Brzozowski).
Polonia: Simunić - Dudek, Gołoś, Udarević, Bartoszewicz (72' Piątek), Biernacki, Beciri, Goliński (46' Mąka), Kuzera, Tataj (46' Bąk), Olszar.
Sędzia: Władysław Bartos (Łódź)
Widzów: Około 2000 (0 kibiców gości)