Piątkowy wieczór okazał się szczęśliwy dla drużyny lepszej pod każdym względem. "Niebiescy" stworzyli sobie wiele okazji do zdobycia gola, ale brakowało odrobiny szczęścia. Ostatecznie "sprawę załatwił" najlepszy strzelec Ruchu z poprzedniego sezonu, Grażvydas Mikulenas.
Mecz od początku przebiegał pod dyktando gospodarzy, którzy raz po raz szturmowali bramkę Łukasza Mariaka. Nieliczne ataki piłkarzy Miedzi zwykle kończyły się jeszcze na ich połowie, bo chorzowianie przewyższali ich umiejętnościami oraz doświadczeniem. - Jesteśmy drużyną dopiero raczkującą w drugiej lidze - mówił po meczu bramkarz Łukasz Mariak. - Pojedynek był pod kontrolą gospodarzy, a my mogliśmy tylko przeszkadzać - dodał trener Nemec.
Pierwszy strzał oddali chorzowianie już w trzeciej minucie spotkania. Grażvydas Mikulenas "uruchomił" na prawej stronie Wojciecha Grzyba, jego dośrodkowanie wybili obrońcy, a piłka trafiła pod nogi Piotra Ćwielonga. Wychowanek Ruchu podał do Tomasza Sokołowskiego, ten natychmiast uderzył na bramkę, ale jego uderzenie było zbyt słabe, by pokonać dobrze dysponowanego Łukasza Mariaka. Po chwili rzut wolny wykonywał aktywny "Pepe". Dośrodkowanie minęło wszystkich piłkarzy znajdujących się w polu karnym i wyszło na aut, metr od lewego słupka.
Na kolejną groźną akcję nie trzeba było długo czekać. Wojciech Grzyb podał piłkę do Marcina Makucha. Ofensywnie grający obrońca od razu zgrał futbolówkę do Piotra Ćwielonga, którego uderzenie z pierwszej piłki o milimetry minęło poprzeczkę bramki Miedzi. Kilka minut później "Niebiescy" rozegrali koronkową akcję. Piłka wędrowała przez całą szerokość boiska "od nogi do nogi", aż w końcu znalazła się przy niepilnowanym Grzegorzu Bonku. Popularny "Bonczek" miał dużo czasu by dokładnie przymierzyć, ale strzelił wprost w bramkarza, który z największym trudem sparował atomowe uderzenie na rzut rożny.
Jedyna groźna sytuacja, jaką stworzyli sobie zawodnicy Miedzi miała miejsce po nieporozumieniu Grzegorza Barana i Jarosława Paśnika. Żaden z nich nie wybił piłki lecącej wzdłuż linii ósmego metra, a stojący tuż za nimi Jacek Imianowski nie trafił w bramkę. Kilkadziesiąt sekund później niewykorzystana okazja mogła się zemścić, ale "bomba" Piotra Ćwielonga przeleciała nad poprzeczką.
Chorzowianie cały czas atakowali, ale brakowało wykończenia. W pierwszej części gry dogodne okazje mieli jeszcze Wojciech Grzyb (w sytuacji "sam na sam" strzelił wprost w bramkarza), Grzegorz Bonk (z dystansu minimalnie nad poprzeczką), Marcin Makuch (uderzenie zza pola karnego obronił Łukasz Mariak), Michał Pulkowski (z rzutu wolnego obok bramki) i Grażvydas Mikulenas (pod naporem obrońcy strzelił zbyt lekko). - Niby przeciwnik teoretycznie słabszy, a musimy się z nim męczyć, jak choćby z Piastem Gliwice, Zagłębiem Sosnowiec czy Zawiszą Bydgoszcz - stwierdził popularny "Graża", który tuż przed gwizdkiem "do szatni" świetnie uderzył głową po dośrodkowaniu Tomasza Sokołowskiego, lecz dobrze ustawiony golkiper z Legnicy nie miał problemu z wyłapaniem piłki.
W 55. minucie spotkania miała miejsce niecodzienna sytuacja. Sędzia główny odgwizdał faul na zawodniku Miedzi, a Piotr Ćwielong kopnął piłkę wprost w trenera gości, który chwilę wcześniej posłał drugą futbolówkę na boisko. Arbiter zinterpretował to jako niesportowe zachowanie i pokazał podopiecznemu Marka Wleciałowskiego żółtą kartkę (czwartą w tym sezonie), przez co chorzowski pomocnik nie będzie mógł wystąpić w kolejnym meczu ligowym (z ŁKS-em Łomża – przyp. serwis). - Takie zachowanie jest naganne i będziemy musieli zwrócić na to uwagę - skomentował trener Ruchu.
Sympatycy Ruchu byli coraz bardziej zniecierpliwieni przebiegiem meczu, bo czas "leciał" nieubłaganie, a wynik wciąż pozostawał bezbramkowy. Wspaniały doping, mimo obniżonej frekwencji spowodowanej karą nałożoną przez Wydział Dyscypliny PZPN (zamknięcie sektorów 3 i 10 oraz zmniejszenie liczby widzów do 3.000 - przyp. serwis) z pewnością pomagał piłkarzom, którzy w 69. minucie znaleźli sposób na pokonanie Łukasza Mariaka! Wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Przemysław Łudziński podał do Grażvydasa Mikulenasa, który strzałem ze szpicy posłał piłkę w prawy róg bramki.
"Niebiescy" w dalszym ciągu dominowali na boisku i stwarzali sobie okazje do podwyższenia wyniku. Posiadający spory zapas sił "Przemo" oddał dwa groźne strzały z dystansu, jednak bez zamierzonego rezultatu. Gospodarze do końca kontrolowali grę, a jedyna kontra Miedzi zakończyła się tylko na rzucie rożnym. - Bramkarz gości był dzisiaj dobrze dysponowany i to nie był przypadek, że w trzech kolejnych meczach nie puścił bramki. Wierzyliśmy jednak, że uda nam się strzelić i w końcu wpadło. Bardzo cieszymy się z kolejnych trzech punktów - podsumował po końcowym gwizdku zmęczony, ale szczęśliwy Grzegorz Baran.
Ruch Chorzów 1:0 (0:0) Miedź Legnica
Strzelcy:
Mikulenas 69'
Żółte kartki:
Mikulenas, Ćwielong - Kotlarski
Składy:
Ruch: Paśnik - Makuch, Klaczka, Baran, Osiński - Grzyb, Pulkowski, Bonk (72' Sobczyński), Ćwielong (86' Domżalski) - Sokołowski (58' Łudziński), Mikulenas.
Miedź: Mariak - Mójta, Imianowski, Kotlarski, Kłak - Wodniok, Krzyżanowski, Zieliński (77' Majka), Kret - Halkowicz (80' Płaza), Misan (18' Ziajka).
Sędzia: Włodzimierz Milczarek (Piotrków Trybunalski)
Widzów: 3.000 (w tym 6 kibiców Miedzi)