Po przerwie na zmagania towarzyskie "nowej kadry" Franza Smudy Niebiescy rozegrają ostatnie 4 spotkania ligowe, które zadecydują o tym, na którym miejscu w ligowej tabeli nasi ulubieńcy przezimują. Ja, jak pewnie wielu z Państwa, mam nadzieję, że nie niżej niż obecnie. Dlaczego właśnie tak myślę? Otóż w pozostałych dwóch kolejkach rundy jesiennej i dwóch kolejkach rundy wiosennej jest do zdobycia 12 punktów.
Policzmy ile może zdobyć tych punktów ekipa Waldka Fornalika... We Wronkach z Lechem będzie ciężko, ale przecież Lech nie jest już tą samą drużyną, co za czasów wymienionego wyżej nowego selekcjonera reprezentacji, więc stawiam na remis. W Chorzowie Niebiescy powinni sobie poradzić z Koroną, która jest co prawda drużyną nieobliczalną, ale w tyłach raczej mają plażę. Przy pełnym szacunku do mojego przyjaciela Marka Motyki, jego podopieczni wyjadą z Cichej bez punktów. Teoretycznie dopisujemy 4 punkty i czekamy na przyjazd Białej Gwiazdy. W pierwszym meczu tych drużyn nikt nie obstawiał innego wyniku niż tylko wygrana mistrzów Polski, ale teraz to co innego. Jeśli wziąć pod uwagę mecze z ostatniej kolejki, kiedy Wisła bezradnie i bezskutecznie atakowała bramkę Legii, a Niebiescy z łatwością i efektownie dziurawili siatkę Jagiellonii, można by być prawie pewnym kolejnej wygranej piłkarzy niebieskiej "eRki".
Na koniec wyjazd do Wodzisławia na mecz z Piastem i tutaj też byłbym prawie pewny wygranej. W tym układzie powiedzmy, że Niebiescy wzbogacają się o 10 punktów i...? Czy to wystarczy by wyprzedzić Wisłę? Czy to wystarczy żeby nie dać się wyprzedzić Legii? I przede wszystkim czy ten mój chytry plan uda się zrealizować? Jeśli nawet nie, to i tak jest to najlepsza runda w Chorzowie w XXI wieku. Na podsumowanie przyjdzie jednak czas za mniej więcej miesiąc.
Cieszy mnie to natomiast, że pomimo nie najlepszej pogody i różnych godzin rozpoczynania spotkań, na każdym meczu jest komplet publiczności! I tak będzie z pewnością do końca roku i mam nadzieję, że wiosną też. Przecież tylko w ten sposób my kibice możemy pokazać, że trzeba nam nowego, nowoczesnego stadionu przy Cichej, bo ten obecny już za kilka miesięcy stanie się jednym z najgorszych w Polsce. Z zazdrością patrzę na nowo budowany stadion przy Łazienkowskiej. Robota idzie tam pełną parą i jak powiedział mi były dyrektor Ruchu, a obecnie jeden z dyrektorów Legii Krzysztof Ziętek (zresztą pozdrawia wszystkich kibiców Ruchu) już w maju zostaną do użytku oddane trzy nowe sektory. Cały stadion będzie gotowy w styczniu 2011! W 15 miesięcy można takie cudo wybudować! Oczywiście nigdy miasto Chorzów nie wybuduje obiektu za 480 mln złotych, bo chyba nawet nie ma takiego budżetu, ale przynajmniej niech coś zrobi, bo póki co temat nowego stadionu pojawia się tylko przed wyborami. Dziwne prawda?
Za chwilę obchody 20-lecia ostatniego tytułu mistrza Polski oraz 30-lecia przedostatniego. Będzie mecz wspomnieniowy, przyjadą byli zawodnicy, chyba tylko z wyjątkiem Mietka Szewczyka, będzie okazja do przypomnienia również przyśpiewek kibicowskich z tych czasów. Jedną z najpopularniejszych w latach 70-tych była taka: "nie ma byka, ani przeciwnika na naszego Zygmunta Maszczyka". Później zamiast Maszczyka występował w tej pieśni Henryk Bolesta, później Józef Wandzik. Teraz chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaśpiewać: "Nie ma byka, ani przeciwnika na drużynę Waldka Fornalika". Może się przyjmie?
Na koniec chciałbym niestety jeszcze raz poruszyć temat słynnych długów byłego (?) stowarzyszenia wobec ZUS-u. Panowie, niestety zachowujecie się, jak nie przymierzając mój kolega po fachu Tomasz S. ksywa "Dr Lubicz Wypicz". Jeśli się robi coś złego, to trzeba się zachować jak mężczyzna i przyznać się do winy, a nie uciekać po kątach i udawać niewinnego, biednego i pokrzywdzonego. Kto ma płacić za Wasze fanaberie? Za idiotycznie podpisywane kontrakty? Może odpowiecie publicznie jak wyżej wymieniony aktor, że wypadek to nie wypadek tylko kolizja, a ucieczka z wypadku to odjechanie z miejsca zdarzenia? A tak nawiasem mówiąc chciałbym poznać sędziego, który wydał ten słynny wyrok. Ciekawe dlaczego nagle przestaliście, z nielicznym wyjątkami, pałać miłością do Ruchu? A może boicie się przyznać, że w zarządzie tego stowarzyszenia byliście jedynie marionetkami w rękach pewnego znacznie bardziej sprytnego pana? W każdym razie wstyd, Panowie!!!
Z Niebieskim pozdrowieniem,
Bogdan Kalus