Na Cichą przyjeżdża Jagiellonia Białystok, która wierzy, że w Chorzowie przełamie dwuletnią niemoc, w czasie której zapomniała, co znaczy wygrać na wyjeździe. "Niebiescy" tymczasem walczą o utrzymanie pozycji wicelidera rozgrywek i z pewnością są faworytem tego spotkania. - Mecze na naszym boisku to zupełnie inna bajka. Nie przegrywamy, nie tracimy bramek. Naprawdę czujemy się na Cichej bardzo mocni. Spodziewam się, że ostro na nich ruszymy. Musimy być agresywni. Tak jak w drugiej połowie spotkania w Warszawie - mówi Tomasz Brzyski.
O agresję może być jednak ciężko, bo zespół gnębi przeziębienie. - W każdym rogu szatni ktoś wyciera nos albo pokasłuje. Trener oszczędza piłkarzy, zwalnia nas z treningów. Łykamy różne tabletki i wierzymy, że na niedzielę wszyscy będziemy gotowi. O tym, jakie to ważne, przekonaliśmy się w Warszawie, gdzie z różnych przyczyn zabrakło przecież Andrzeja Niedzielana, Gabora Straki i Krzyśka Nykiela - uważa "Brzytwa", którego występ w niedzielnym meczu stoi pod znakiem zapytania z powodu kontuzjowanej kostki. - Nadal boli. Jest szansa, że do niedzieli się poskładam. Czy jednak moja gra ma sens, skoro w tygodniu nie trenowałem? - zastanawia się.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice / Niebiescy.pl