Kibice Ruchu z niecierpliwością czekali na kolejnego gola kapitana "Niebieskich", który od zawsze podkreślał swe ogromne przywiązanie do klubowych barw. W Gliwicach udało mu się aż dwukrotnie posłać piłkę do siatki rywala. Dzięki temu
Wojciech Grzyb znacząco przyczynił się do zdobycia kolejnych trzech punktów przez Ruch.
- Był to wspaniały mecz w Twoim wykonaniu. Radość jest pewnie ogromna?
- Zawsze ktoś strzela bramki. Dzisiaj akurat padło na mnie i nie będę z tego powodu rozpaczał, bo moja indolencja strzelecka była ostatnio dosyć spora. Liczę, że dzisiejsze gole dodadzą mi pewności, bo nie można ukryć, że od początku rundy mam dużo sytuacji. Prawie w każdym meczu dochodzę do znakomitych okazji. Dzisiaj było szóste spotkanie i w końcu się udało. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogliśmy dać naszym kibicom dużo radości i frajdy.
- Z pewnością marzysz o zagraniu równie dobrego meczu na Cichej?
- Żałuję, że te bramki nie padły u nas w Chorzowie. Chyba dużo ludzi na to czeka, a ja jakoś nie potrafię się przełamać. Chciałbym zaznaczyć, że miałem dziś swój udział przy straconej bramce na 2:1. Miałem pilnować Jarka Zadylaka, ale uciekł mi i strzelił fajną bramkę. Całe szczęście, że udało mi się to naprawić i asystowałem przy golu Przemka Łudzińskiego. Dawno nie miałem takiego meczu, żeby mieć udział przy wszystkich strzelonych bramkach dla naszego zespołu.
- Po zdobyciu drugiego gola podbiegłeś pod sektor gości.
- Pobiegłem do naszych kibiców, aby im podziękować. Z pewnością na to zasługują. Chciałbym tutaj wspomnieć o "klatce". Taka sama była w Nowogrodźcu! Troszeczkę to uwłacza drużynie drugoligowej. Tutaj w Gliwicach sektor jest na ilu ludzi? Stu? Na Ruchu warunki dla drużyny przyjezdnej są takie, że może przyjechać ponad tysiąc ludzi, które może nam w dodatku powyrywać krzesełka.
- Wcześniej zdarzyło się, że kibice Ruchu weszli na stadion, a po chwili go opuścili.
- Doskonale to pamiętam. Tymbardziej sympatykom Ruchu, którzy tutaj przyjechali należy się ogromny szacunek, bo warunki na Piaście z pewnością odbiegają od komfortowych. Dzisiaj "Niebiescy" czekali do końca i myślę, że się opłacało. Końcówka była nerwowa, ale szczęśliwa.