Gliwice zdobyte! W derbach Górnego Śląska Piast Gliwice przegrał z Ruchem Chorzów 2-3.
Pierwsze minuty to lepsza gra gospodarzy, którzy lepiej radzili sobie na mokrej murawie i w padającym deszczu. Już w 4 minucie groźną kontrę zainicjował Adam Kompała. Pomocnik Piasta zdołał z lewej strony dośrodkować w pole karne i tylko szybka reakcja Grzegorza Barana, który wybił piłkę Krzysztofowi Kukulskiemu uchroniła gości od straty gola. Chwilę potem Piotr Karwan starał się pokonać Jarosława Paśnika strzałem z główki. Na nasze szczęście - niedokładym. Podobny scenariusz miały akcje z minuty siódmej. Najpierw Tomasz Podgórski wbiegł w pole karne i został uprzedzony przez obrońców Ruchu, a kilkanaście sekund później po kornerze niecelny strzał oddał Paweł Gamla. W międzyczasie po raz pierwszy w tym meczu dał o sobie znać kapitan "Niebieskich", Wojciech Grzyb. Piłka po jego uderzeniu z dystansu poszybowała ponad poprzeczką bramki strzeżonej przez Krzysztofa Fecia, zastępującego między słupkami pierwszego golkipera Piasta – Krzysztofa Kozika.
Śmiałe akcje "Piastunek" z początku meczu podziałały najprawdopodobniej na wyobraźnie podopiecznych Marka Wleciałowskiego, jak i na samego trenera, który cały czas mimo ulewnego momentami deszczu stał przy linii bocznej boiska i starał się przekazywać na bieżąco uwagi swoim graczom.
W dalszej części gry swoich sił uderzeniami z dystansu próbowali Baran, Piotr Ćwielong oraz Marcin Makuch. Zwłaszcza po strzale tego ostatniego, mogły szybciej zabić bardziej serca przybyłym do Gliwic chorzowskim kibicom, bowiem futbolówka odbiła się jeszcze od obrońcy Piasta, ale czujność wykazał Feć, który spokojnie wyłapał piłkę.
Nie popisał się jednak bramkarz gospodarzy w 22. minucie, gdy wypiąstkował piłkę po uderzeniu z drugiej linii Grzegorza Bonka, tuż pod nogi Grzyba, który nie miał problemu z umieszczeniem piłki w siatce.
Po tym wydarzeniu tempo nieco siadło, a do końca pierwszej połowy Ruch miał jeszcze tylko dwie okazje na zmianę rezultatu. Zarówno Mikulenasowi, jak i Ćwielongowi nie udało się wpakować piłki do siatki, bo w obu sytuacjach zabrakło im zimnej krwi pod bramką rywali.
W przerwie meczu trener gospodarzy Jacek Zieliński zdecydował się na jedną ofensywną zmianę – za obrońce Karwana desygnował do gry doświadczonego napastnika Piotra Solnicę.
I to właśnie Solnica miał pierwszą, dogdną okazję po zmianie stron. Wpadł w pole karne, jednak zwlekał zbyt długo z oddaniem strzału i w efekcie został wypchnięty razem z piłką poza linię końcową boiska. Odpowiedź "Niebieskich" była niemal natychmiastowa. Doskonałego podania Tomasza Sokołowskiego w uliczkę, nie zdołał wykorzystać jednak Mikulenas, bowiem do końca był pilnowany przez Macieja Michniewicza, co w efekcie przełożyło się na precyzję strzału, a w zasadzie jej brak.
Pierwszy kwadrans drugiej połowy nie był wspaniałym widowiskiem, akcji było jak na lekarstwo i dopiero gdy Ruch strzelił drugą bramkę mecz nabrał rumieńców.- Zaczęliśmy grać, gdy śmierć zajrzała nam w oczy – na konferencji prasowej trafnie skomentował ten fakt trener Piasta, Jacek Zieliński.
Wynik podwyższył bardzo aktywny w tym spotkaniu Grzyb. Ze swojego pola karnego niefortunie, bo tuż pod nogi pomocnika Ruchu, piłkę wybijał Adam Banaś. Popularnemu "Grzybkowi" nie pozostało nic innego jak tylko skierować piłkę do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Fecia.
W 63. minucie przed szansą na zdobycie gola stanął Kukulski, jednak jego strzał był niecelny. Dziesięć minut później niebywałym refleksem popisał się Feć, parując strzał Grzyba na rzut rożny.
Nadzieje kibiców gospodarzy odżyły w 78. minucie pojedynku. Rzut wolny wykonywał Kompała, w polu karnym do piłki najwyżej wyskoczył Jarosław Zadylak, który nie miał większych problemów z umieszczeniem jej w siatce. Radość kibiców Piasta nie trwała długo, bowiem niespełna 120 sekund później wprowadzony do gry w drugiej połowie Przemysław Łudziński wspaniałym strzałem nie pozostawia złudzeń kibicom, piłkarzom a przede wszystkim bramkarzowi Piasta. Nie należy zapominać o równie pięknej asyście Grzyba, który zainicjował ten kontratak. Jak się okazało, to nie był koniec emocji w tym meczu.
Na dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry bardzo ładnego gola strzelił Łukasz Żyrkowski, który przepięknym uderzeniem tym razem nie dał szans Paśnikowi. Kilkadziesiąt sekund później losy spotkania mógł odmienić Kaszowski. Piłka po jego strzale nieznacznie minęła lewy słupek bramki Paśnika.
- Mieliśmy w końcówce okazję do wyrównania, ale gdyby mecz zakończył się remisem, to byłoby to niesprawiedliwe. Ruch był zespołem lepszym, skuteczniejszym i mądrzejszym – podsumował spotkanie trener pokonanych gliwiczan.
Piast Gliwice 2:3 (0:1) Ruch Chorzów
Strzelcy:
Zadylak 78', Żyrkowski 88' - Grzyb 23', Grzyb 59', Łudziński 80'
Żółte kartki:
Kompała, Michniewicz - Pulkowski, Osiński, Ćwielong, Paśnik
Składy:
Piast: Feć - Zadylak, Banaś, Karwan (46' Solnica), Michniewicz - Kaszowski, Gamla, Widuch (76' Kędziora), Podgórski (72' Żyrkowski) - Kompała, Kukulski.
Ruch: Paśnik - Makuch, Klaczka, Baran, Osiński - Grzyb, Pulkowski, Bonk (71' Sobczyński), Ćwielong (75' Brzozowski) - Sokołowski, Mikulenas (65' Łudziński).
Sędzia: Marek Kowal (Katowice)
Widzów: 4.000 (w tym około 550 kibiców Ruchu - na podstawie liczby sprzedanych biletów)