Napastnik Legii Bartłomiej Grzelak, podczas meczu "Wojskowych" z Koroną musiał w przerwie opuścić boisko z powodu urazy przywodziciela. - Na razie nie trenuję, biorę zabiegi. Byłem na badaniach i rzeczywiście jakiś problem jest, ale nie na tyle poważny, żeby była konieczna dłuższa przerwa - mówi "Grzelu". Piłkarz w piątek ma być już jednak gotowy do gry. - Jeśli nic się nie zmieni, na sobotę będę do dyspozycji trenera - zapowiada były gracz Widzewa Łódź.
Nieco gorzej wygląda sytuacja Takesure'a Chinyamy, który z powodu urazu kolana nie znalazł się w kadrze na spotkanie z kieleckim zespołem. - Na razie trudno powiedzieć, czy któryś z napastników zostanie powołany do osiemnastki na mecz z Ruchem - twierdzi drugi trener Legii, Kibu.
W pierwszym składzie w spotkaniu z "Niebieskimi" znajdzie się najprawdopodobniej Sebastian Szałachowski, który w ostatnim czasie był w słabszej formie. - Jestem przekonany, że ten okres już za mną. Ale najpierw muszę potwierdzić to na boisku. Najlepiej już w spotkaniu z Ruchem. Zdaję sobie sprawę, że dużo bliżej podstawowego składu jestem jako prawy pomocnik. Generalnie jest mi obojętne, gdzie trener mnie ustawi. Ważne, żebym był jak najbliżej bramki rywali. Poza tym ostatnio graliśmy tylko jednym zawodnikiem w pierwszej linii. A przy takiej taktyce często trzeba by tym drugim napastnikiem, co mi bardzo pasuje - mówi "Szałach".
Legionista docenia wyniki najbliższego rywala, ale uważa, że to Legia ma większy potencjał. - Na pewno postawa Ruchu to zaskoczenie dla wszystkich, bo niewielu spodziewało się, że drużyna broniąca się w tamtym sezonie przed spadkiem teraz będzie wiceliderem. Dobrze im idzie, widać, że są skonsolidowani, dobre wyniki robią odpowiednią atmosferę. Jednak mimo wszystko pozostanę przy zdaniu, że to Legia ma większy potencjał - uważa Szałachowski.
źródło: Niebiescy.pl / Przegląd Sportowy / legia.com / legialive.pl