Waldemar Fornalik i Jurij Szatałow zbierają bardzo pochlebne opinie. Teraz czeka ich bezpośredni pojedynek. - Nie traktuję takiej rywalizacji w kategoriach osobistych - zastrzega trener Polonii.
Media donoszą nawet, że obaj panowie powalczą o tytuł "trenera roku". - Mnie takie tytułu i medialny rozgłos nie interesują. Odrzuciłem parę zaproszeń od telewizyjnych programów. Dla mnie największą wartością jest to, gdy drużyna wymieni 70 podań i taką akcję zakończy bramką. Nigdy nie będzie nam wychodzić absolutnie wszystko, co byśmy grać chcieli! Z prostego powodu: niektórzy pewnego poziomu - samych siebie - nie przeskoczą. Dlatego będę mówić o konieczności wymiany 2-3 ogniw, o wzmocnieniu rywalizacji w składzie. To się musi stać, jeśli nie chcemy całej włożonej dotąd pracy zaprzepaścić - tłumaczy Szatałow.
Na kogo uczuli swoich zawodników w piątek? - Na czterech ludzi: Tomasza Brzyskiego, Wojciecha Grzyba, Artura Sobiecha i Andrzeja Niedzielana. Już w ubiegłym sezonie były w meczach tej drużyny zalążki dobrej gry. Waldemar Fornalik usunął te przeszkody, które sprawiały, że Ruch nie zawsze potrafił "zatrybić". Atutem chorzowian na pewno jest stabilny skład. Problemem była stabilizacja formy. Ale już nie jest - zdradza szkoleniowiec z Bytomia, który jednocześnie nie zamierza nikogo specjalnie motywować. - A po co ich motywować dodatkowo? Pamiętają, że ostatnio przegrali z Ruchem u siebie 0-3. Niech się sprężą sami...
źródło: Sport / Sportslaski.pl / Niebiescy.pl
fot. Tomasz Wantuła