Adrian Sobczyński (pomocnik Ruchu):
- Mieliśmy przewagę w środku pola, jednak zespół KSZO wykorzystał jedną z sytuacji pod naszą bramką i było potem ciężko. Rywale początkowo grali bardzo defensywnie – czwórką z tyłu i czwórką w środku. I dlatego było nam ciężko przedostać się środkiem boiska. Próbowaliśmy bokami, ale to było zbyt czytelne. Generalnie myślę, że był to dobry mecz i KSZO – jak na tak młody zespół - grał bardzo dobrze. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się tego.
Piotr Ćwielong (pomocnik Ruchu):
- Nie ważne kto strzela, ważne że wygraliśmy dzisiaj to spotkanie. Na pewno było trochę nerwówki, ale Przemek Łudziński wystawił mi bardzo dobrą piłkę, a mnie pozostało uderzyć głową. Udało się i bardzo się z tego powodu cieszę. Chyba jeszcze nie miałem tak dobrej formy. Cieszyłbym się, gdyby ta pozostała. Na razie nie mam żadnych sygnałów z innych klubów, a zresztą... podpisałem na Cichej dożywotni kontrakt (śmiech). A tak poważnie, to jestem związany z Ruchem do 2009 roku.
Przemysław Łudziński (napastnik Ruchu):
- Cieszę się z asysty, bo dała nam ona "złotą bramkę". Dośrodkowując widziałem w polu karnym Piotrka Ćwielonga i Grzesia Misiurę, posłałem futbolówkę za obrońców, znalazł się przy niej "Pepe" i pięknym strzałem od słupka pokonał bramkarza. Trener wpuścił mnie i "Misia", aby zdobyć tego gola i udało się. Mieliśmy wiele sytuacji i szkoda, że tego w stu procentach nie wykorzystujemy. Kilka jednak wpada i często decydują one o trzech punktach. Drużyna KSZO przyjechała do Chorzowa nie tylko po to, by się bronić, ale też po to, by atakować. My pierwsi strzeliliśmy bramkę, kontrolowaliśmy praktycznie cały mecz. Szkoda straconego gola, ale na szczęście go odrobiliśmy.
Mariusz Miąsko (napastnik KSZO):
- Strzelona bramka mnie nie cieszy, bo gdybym w pierwszej połowie wykorzystał idealną sytuację to mecz zakończyłby się po naszej myśli, czyli dorobkiem trzypunktowym. Widziałem tą piłkę w siatce, ale w ostatnim momencie podskoczyła, trafiłem ją piszczelem i prosto w ręce bramkarza. Miałem kolejną okazję w drugiej części meczu, ale futbolówka minęła słupek. Na wyjazdach gramy o wiele lepiej niż u siebie. W domu nie bardzo potrafimy zmobilizować się na mecz. Tak było na Zawiszy, bo mimo tego że przegraliśmy 3:1, zagraliśmy dobre spotkanie.