Wojciech Borecki (trener KSZO):
- Gratuluję trenerowi Wleciałowskiemu zwycięstwa. To nie jest KSZO sprzed roku, które walczyło o awans do pierwszej ligi, ale myślę, że dzisiejszej gry nie mamy się co wstydzić. Obiektywnie mówiąc, do przerwy nie powinniśmy tego meczu przegrywać. Mieliśmy dwie doskonałe sytuacje. Do teraz nie wiem jak mogła nie paść bramka po sytuacji, którą stworzył Mariusz Miąsko. Prawdę mówiąc Ruch w pierwszej połowie mnie rozczarował.
W drugiej połowie nasz młody zespół strzelił wyrównującą bramkę. Cieszyłem się bardzo z tego, ale - podobnie jak w Bydgoszczy - trochę błędów i niefrasobliwości w obronie sprawiły, że straciliśmy bramkę. Zawinił prawy nominalny obrońca, osiemnastoletni Piotrek Chorab. Nie upilnował on Ćwielonga w akcji, którą powinien spokojnie przerwać. Próbowaliśmy jeszcze strzelić wyrównującą bramkę, ale wydaje mi się, że w tym momencie umiejętności piłkarskie były po stronie Ruchu i stąd też z naszej strony jakiś klarownych sytuacji nie było. Bardzo ubolewam nad tym, że nasz plan runął w momencie, kiedy Rogoziński opuścił boisko. Okazuje się, że ma on złamaną nogę i czeka go zabieg operacyjny. Wszystkie jego rzeczy musimy przywieźć na Śląsk, bo spędzi on tutaj w szpitali co najmniej 4 dni.
Zostałem też zobligowany, aby przekazać informację o tym, że będziemy się starali w piłkarskiej centrali o wyjaśnienie sytuacji, w której padła druga bramka dla Ruchu. Wówczas w obręb boiska wtargnęli kibice, a nasi zawodnicy – z tego co mi przekazali – byli zaabsorbowani i wystraszeni tym, co się dzieje na murawie.
Patrząc na wcześniejszych rywali, to myślę, że Ruch ma spore szanse, aby awansować do ekstraklasy.
Marek Wleciałowski (trener Ruchu):
- Trener Borecki obrazowo przedstawił przebieg wydarzeń na boisku. Te dwie sytuacje z pierwszej połowy spowodowały zatrzymanie oddechu naszych kibiców i nas, będących na ławce rezerwowych. Wynikało to z błędu indywidualnego w środku pola. Były to rzeczywiście groźne sytuacje. Zespół z Ostrowca przyjechał dobrze zorganizowany, w ich defensywie ciężko nam było znaleźć lukę. Widać było duże zaangażowanie przeciwnika, ale na pewno kilka sytuacji mogło się też zakończyć bramką dla mojej drużyny. Niestety tak się nie stało i do przerwy strzeliliśmy tylko jednego gola. To był taki mecz, w którym pojedyncze zachowania decydowały o rozpoczęciu jakiś sytuacji.
Ja również pozwolę się odnieść, do tych wydarzeń, które miały miejsce przy drugiej bramce. Może się państwo zgodzą, albo i nie, ale ta grupa kibiców – dwóch, trzech ludzi - która znalazła się przy arbitrze bocznym i liniowym, widocznie bardzo żywiołowo reagowała na to co działo się na boisku i miała zapewne jakieś wątpliwości, co do decyzji sędziego (arbiter niesłusznie odgwizdał wcześniej pozycję spaloną Ćwielonga – przyp. red.). Niemniej jednak kibice stworzyli dziś tak wspaniały doping, że zawodnicy KSZO mogli się dziś przy nim czuć oszołomieni do ostatnich minut.
Zwycięstwo cieszy nas tym bardziej, że kosztowało ono nas dużo sił i zaangażowania.