Wojciech Grzyb (pomocnik Ruchu Chorzów):
- Wbrew naszym założeniom, że trzeba podjąć walkę od pierwszych minut spotkania nie zrobiliśmy tego z niewiadomych dla mnie przyczyn. W tym upatrywałbym nasze dzisiejsze niepowodzenie. Pierwsza groźniejsza okazja Zagłębia zakończyła się bramką. Pomimo tego sygnału ostrzegawczego ciężko było nam cokolwiek w pierwszej połowie stworzyć. Zaangażowanie w walkę było większe niż w całe spotkanie. Zdaliśmy sobie sprawę, że ten mecz się sam nie wygra. W drugiej części gry, kiedy zaczęliśmy dotrzymywać kroku gospodarzom, dostaliśmy niestety drugą bramkę. Wtedy "po meczu" jeszcze nie było, bo później udało nam się strzelić gola kontaktowego. Byliśmy za słabo dysponowani piłkarsko, aby ten mecz wyrównać. Powtarzałem zawodnikom, że trzeba w to włożyć mnóstwo walki, siły i serca. Szkoda, że przespaliśmy większą część pierwszej połowy. Mecz rozpoczął się bardzo źle, a potem ciężko było gonić wynik. Bardzo boli, że serię piętnastu spotkań bez porażki zakończyliśmy akurat w Sosnowcu. Sprawdzałem w archiwum i ostatnie mecze między Ruchem, a Zagłebiem nie były zbyt pomyślne dla nas. Mój debiut w niebieskiej koszulce miał miejsce właśnie z sosnowiczanami i także nie wypadł zbyt dobrze (pojedynek zakończył się bezbramkowym remisem - przyp. serwis). Dzisiaj przegraliśmy z zespołem piłkarsko od nas gorszym, choć przed sezonem wydawało się, że Zagłębie jesy najsilniejsze personalnie. My byliśmy w aspektach walki i determinacji. W moim przypadku oprócz tej jednej dosyć przypadkowej asysty brakowało tego ostatniego, dokładnego dogrania. Gdyby to robił lepiej, to może coś by jeszcze wpadło. Nie będziemy jednak obwiniać pojedynczych osób. Jako drużyna daliśmy "ciała". Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na sobotni mecz i zrehabilitować się przed naszą wspaniałą publicznością, która jest naszym dwunastym zawodnikiem.
Piotr Ćwielong (pomocnik Ruchu Chorzów):
- W pierwszej połowie nie daliśmy wszystkiego z siebie. W drugiej "połówce" było już lepiej, ale niestety nie udało się zremisować. Piłkarze Zagłębia byli pod ogromną presją kibiców, grali mecz o życie i dali z siebie wszystko.
Sławomir Pach (pomocnik Zagłębia Sosnowiec):
- Piłka jest taka, że jedni strzelają, a drudzy tracą. My zdobyliśmy jedno "oczko" więcej i ostatecznie udało się wygrać. Szkoda, że straciliśmy bramkę po naszym błędzie, bo do końca musieliśmy walczyć o każdy metr boiska. Mieliśmy mały "nożyk" na gardle. Jeśli chcemy awansować to takie mecze musimy wygrywać. Na wczorajszym treningu można było zrobić tylko rozruch i potrenować stałe fragmenty gry. Dzisiaj zagraliśmy dwoma napastnikami i przyniosło to określony rezultat. Za trenera Białka troszeczkę inaczej to wyglądało. Przyszedł trener Dworczyk z nową filozofią. Postawił na taki skład i zrobił dobrze, bo wygraliśmy. Druga żółta kartka dla mnie to śmiech na sali. Wchodzę w pole karne, mam zawodnika na plecach, on mnie łapie, kopie to mam biec dalej? Moim zdaniem jest to ewidentny rzut karny, a dostałem żółtą kartkę za symulowanie. Kiedyś grałem w Ruchu, ale wtedy były inne władze. Może wtedy nie byłem na tyle dobry, aby walczyć o tą pierwszą ligę. Poszedłem w odstawkę, a teraz spłacam im dług za wyszkolenie.
Hadis Zubanović (napastnik Zagłębia Sosnowiec):
- W drugiej połowie oddaliśmy na chwilę inicjatywę i konsekwencją tego była stracona bramka. Na boisko wszedł Jacek Berensztajn i troszkę to poukładał, bo w końcówce zabrakło troszkę sił. Derby rządzą się swoimi prawami i na takie mecze nie trzeba nas specjalnie mobilizować.